Czytanie z twarzy

Written by dr n. hum. Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(0 votes)

Wystarczy zaledwie 13 milisekund, aby odczytać twarz drugiego człowieka. Jest to proces automatyczny, związanym między innymi z aktywnością tak zwanego jądra migdałowatego zaangażowanego w reakcje emocjonalne. Umiejętność ta niejednokrotnie decydowała o przetrwaniu naszych praprzodków, pozwalała im podjąć decyzję: uciekaj lub nawiązuj kontakt.

Dla człowieka bystrego twarz jest mową”, jak ujął to lapidarnie rzymski aforysta Publilius Syrus (I w. p.n.e.). 43 mięśnie mimiczne naszej twarzy są w stanie wyrzeźbić całą różnorodność ludzkich uczuć i namiętności. Już starożytni próbowali odczytać z twarzy człowieka jego charakter. Arystoteles w Zoologii pisał: „Ludzie, którzy mają czoło wielkie, są powolni; ci, co mają małe czoło, są ruchliwi; ludzie z czołem płaskim łatwo ulegają emocjom, z czołem okrągłym są gniewliwi” (Zoologia, ks. I). Fizjonomika stała się szczególnie modna w wieku XVIII za sprawą dzieła szwajcarskiego pastora Johanna Lavatera, i taktowano ją wówczas zarazem niezwykle poważnie. Dziś przejawy takich zainteresowań możemy odbierać jako ciekawostki wyjęte z lamusa historii. Ale czy tylko? Okazuje się, że wygląd ma poważne konsekwencje społeczne. Po prostu: osobom urodziwym żyje się łatwiej.

prozopagnozja

Rycina w źródle nieopisana Źródło: https://kolorowamasa.wordpress.com/2014/02/23/prozopagnozja-czyli-dlaczego-jestem-burakiem/

Twarz postrzegamy jako coś niezwykle cennego, co nas wyraża. Stąd mówiąc o nowej osobie, wystarczy użyć metonimii – pojawiła się wśród nas nowa twarz. Ale twarz możemy także wobec innych… „stracić”. Posiadamy łatwość zapamiętywania twarzy, a także późniejszego ich rozpoznawania nawet mimo upływu lat. Niejednokrotnie też doszukujemy się ludzkich rysów tam, gdzie ich zwyczajnie nie ma, na przykład w wymyślnym układzie chmur. Są jednak osoby, które, mimo zdrowego wzroku, mają duże problemy z rozpoznawaniem twarzy znajomych, a nawet bliskich, w skrajnych zaś przypadkach nie identyfikują w lustrze własnej twarzy. Cierpią oni na tak zwaną prozopagnozję, inaczej ślepotę twarzy. Jest to schorzenie, które naukowcy badają stosunkowo od niedawna. Okazuje się, że nie jest ono wyłącznie skutkiem urazów czaszki, ale dotyka około 2% populacji. O zmaganiach z tą chorobą pisał między innymi Oliver Sacks w książce O mężczyźnie, który pomylił swoją żonę z kapeluszem. Prozopagnozję odkrywa się często w dorosłym życiu. Osoba dotknięta tym defektem wypracowuje bowiem zastępcze sposoby rozpoznawania innych, na przykład po głosie czy kolorze włosów, a problemy z identyfikacją osób zrzuca na karb roztargnienia. Słynna prymatolog Jane Goodall mająca problemy z rozpoznawaniem ludzkich twarzy wybrała pracę wśród naszych bliskich krewnych – szympansów, i dopiero w dojrzałym życiu świadomie rozpoznała u siebie prozopagnozję.

Twarz z okładki

To, co nas pociąga, to piękno ludzkich twarzy. Opiewają je w swej twórczości malarze, poeci i kochankowie. Od czasów antycznych artyści i filozofowie zastanawiali się, w czym tkwi piękno ludzkiego ciała. Zgodnym wyrokiem ocenili, iż są to dobre proporcje poszczególnych członków. Do wyznaczania idealnych proporcji posługiwali się tak zwanym złotym podziałem odcinka (inaczej sectio divina, boskim podziałem). Według antycznych kanonów twarz harmonijna to taka, której długość odpowiada długości dłoni, z kolei długość nosa i ucha odpowiada długości kciuka.

Nie od dziś też wiadomo, że piękno to najlepszy list polecający. Psychologowie mówią również o tak zwanym efekcie aureoli, co oznacza, że spotykając osoby atrakcyjne fizycznie, jesteśmy skłonni przypisywać im także różne pozytywne cechy charakteru. Atrakcyjne twarze pobudzają w mózgu tak zwany ośrodek przyjemności uaktywniany również przy konsumowaniu pokarmów czy aktywności seksualnej. Współczesne badania naukowe dowiodły, że rodzimy się z „detektorem piękna”. Okazuje się, że niemowlęta biorące udział w eksperymencie dłużej przypatrywały się zdjęciom osób o atrakcyjnych twarzach, podobnie rzecz się miała w przypadku starszych dzieci, które dłużej bawiły się lalkami o atrakcyjnych twarzach niż tymi o mniej pociągających. Twarz odgrywa niebagatelną rolę w ocenie atrakcyjności, jest bowiem najczęściej jedynym nieosłoniętym fragmentem ciała. Jak wykazały współczesne badania ocena atrakcyjności twarzy zajmuje nam zaledwie 100 milisekund (Willis, Todorov 2006). Atrakcyjność zaś w sensie biologicznym stanowi wizytówkę naszego zdrowia i płodności. Dla pawia jego powodem do chluby jest piękny ogon, dla kobiety zaś atrakcyjna twarz. W naszym gatunku atrakcyjność fizyczna stoi bowiem na pierwszym miejscu na męskiej liście kobiecych walorów. Potwierdzają to zresztą długookresowe badania psychologiczne przeprowadzone wśród trzydziestu siedmiu społeczności od Zambii do Australii.

Według biologów ewolucyjnych wskazać możemy kilka komponentów atrakcyjnej twarzy. To z pewnością jędrna, zdrowa i jasna skóra, chodzi oczywiście o jaśniejszy odcień skóry w danej populacji (badania Van den Berghe i Frosta 1986). A więc między miss Meksyku a Polski będzie zachowana naturalna różnica w kolorze skóry. W kulturze Zachodu przez całe stulecia elegantki robiły, co mogły, by uzyskać pożądany efekt: chroniły skórę przed promieniami słońca, stosowały domowe sposoby rozjaśniania skóry: przystawiały pijawki, łykały arszenik bądź nakładały grube warstwy bielidła.

usta

Kobiece usta kontra kobece spojrzenie. To usta są sygnałem większego lub mniejszego potencjału reprodukcyjnego kobiety. Źródło zdjęcia: http://kobieta.gazeta.pl/kobieta/0,107964.html?tag=piel%EAgnacja+ust

Za cechę typowo kobiecą uważa się również wydatne, czerwone wargi. Wielkość ust u kobiet jest determinowana w życiu płodowym przez estrogen, który wpływa na rozmieszczenie tkanki tłuszczowej w ciele, także w obrębie ust. Pełne kobiece usta mówią więc o wysokim stężeniu estrogenów w stosunku do androgenów, a jest to cecha pożądana w przypadku kobiety, bo świadczy o jej potencjale reprodukcyjnym. Jednak starzenie, a tym samym spadek hormonów płciowych, przynosi zanik estrogenowych znaczników młodości takich właśnie, jak wydatne, jędrne, czerwone kobiece usta. Okazuje się, że mężczyźni preferują również kobiety, których twarze zachowały cechy młodzieńcze (neoteniczne), tj. duże oczy, małą wysokość nosa, relatywnie wysokie (w stosunku do szerokości) usta czy drobny podbródek. Znamienne jest, że właśnie takie twarze oglądamy na okładkach kolorowych czasopism. Męskie preferencje nie powinny nas zaskakiwać ze względu na silny związek między wiekiem kobiet a płodnością. Inaczej sprawa wygląda u naszych bliskich kuzynów – szympansów – gdzie samce nie mają wyraźnych preferencji co do wieku samic, gdyż szympansice nie doświadczają menopauzy, a więc kresu płodności. Nie chodzi jednak o to, by twarz kobiety była buzią dziecka, stąd cechą pożądaną są także uwydatnione kości jarzmowe, popularnie zwane policzkowymi, które swój kształt zawdzięczają aktywności żeńskich hormonów płciowych. Tak więc idealna kobieca twarz to harmonijne połączenie cech młodzieńczych z cechami świadczącymi o dojrzałości płciowej.

Innych z kolei cech szukają kobiety w męskich twarzach. Mają być one przede wszystkim „męskie”, a więc ukształtowane przez testosteron. Mężczyźni o nieatrakcyjnych twarzach mają plemniki mniej ruchliwe i częściej o wadliwej budowie. Rozbudowana część żuchwowa czy owłosienie są świadectwem działania testosteronu i wskazywałyby na wysoką jakość genotypu. Kobiety jednak nie szukają wyłącznie osobników o wysokiej jakości biologicznej, ale również takich, którzy byliby dobrymi oraz wiernymi partnerami i ojcami skłonnymi poświęcić swój czas i zasoby rodzinie. Stąd w przypadku męskich twarzy pożądaną cechą jest również względna feminizacja. Co ciekawe, jednak w dniach cyklu miesiączkowego charakteryzujących się wysokim prawdopodobieństwem zapłodnienia następuje wzrost preferencji względem twarzy mężczyzn bardziej zmaskulinizowanych.

Co może w pierwszym momencie zaskakiwać? Za bardziej atrakcyjne uważa się twarze o uśrednionej morfologii. Wykazano, że wizerunki powstałe przez komputerowe nałożenie na siebie kilku czy kilkunastu zdjęć były oceniane jako atrakcyjniejsze niż jakakolwiek twarz realna wchodząca w skład owego kompozytu. W dodatku im więcej twarzy indywidualnych posłużyło jako składniki twarzy „złożonej”, tym więcej zyskiwała ona na atrakcyjności. Nie jest to bynajmniej odkrycie ery komputerowej. Już Franciszek Galton w latach 70. XIX wieku poszukiwał typowej twarz przestępcy, co miało przynieść niewątpliwe korzyści kryminalistyce. Wykorzystując dostępne wówczas środki techniczne, a więc negatywy zdjęć wyjęte z kartoteki policyjnej, tworzył twarze kompozytowe. Okazało się wówczas, że twarz kompozytowa (złożona) jest bardziej atrakcyjna niż twarz realna. Nakładanie na siebie wizerunków z pewnością likwiduje wszelkie drobne nieregularności, powstaje więc twarz uśredniona i doskonała symetrycznie. Zbliżona do tego ideału twarz świadczy o stabilności rozwojowej i stanowi potwierdzenie wysokiej jakości biologicznej jednostki, a więc na przykład braku niekorzystnych mutacji genetycznych.

Wskaźników wartości reprodukcyjnej kobiety szukamy oczywiście nie tylko w jej twarzy, co nie znaczy, że nie jest ona jednak najważniejszą częścią ciała uwzględnianą w ocenie atrakcyjności. Nie znając przecież wyników współczesnych badań naukowych, kobiety od zawsze szczególnie dbały o swoją twarz. Już 4,5 tysiąca lat temu królowa Puabi żyjąca w starożytnym mieście Ur podkreślała usta czerwonym barwnikiem, o czym świadczą znaleziska archeologiczne. Także pozostałe zasady makijażu dyktuje kobietom biologia. Podkład i puder nakładany na skórę jest odrobinę jaśniejszy bądź w kolorze skóry, regulacja brwi pozwala optycznie powiększyć oczy, uzyskując efekt neotenii twarzowej. Róż z kolei nakłada się na kości jarzmowe, podkreślając dojrzałość płciową kobiety, a nie w miejscu, gdzie pała rumieńcem dziewczęce liczko. Nie dziwi więc, że kobiety są w stanie poświęcić wiele czasu, kosztów i energii, żeby zatuszować znamiona upływającego czasu, a makijaż wykonywały już nasze przodkinie, choć nie zawsze było to dobrze widziane. Kilka rad w tym względzie dawał już choćby Owidiusz, autor traktatu Sztuka kochania, ale także i dzieła O kosmetyce twarzy kobiecej. „Mam przypomnieć – pisał – że zęby niszczy zaniedbanie// i że do mycia twarzy rano służy woda?// Bielić twarz pudrem z kredy już umiecie, panie,// i sztucznie dodać pąsów, gdy krew ich nie doda.// Sztucznie brwi poprawiacie w miejscu, gdzie są gołe;// pieprzyk kryje policzki, dotąd nieskalane.// Nie wstyd podkreślić oczy leciutko popiołem// albo nawet rosnącym w Cylicji szafranem” (Ars amatoria, ks. III). Dziś kobiety mają do dyspozycji nie tylko barwiczkę, jak kiedyś nazywano makijaż, ale również szereg zabiegów wykonywanych w gabinetach kosmetologicznych i medycyny estetycznej, a na ofercie chirurgów plastycznych kończąc. Mimo spektakularnych osiągnięć medycyny przeciwstarzeniowej (anty-aging) pewnych wskazówek młodzieńczości odtworzyć się nie da. Do takich należy ciemna otoczka wokół tęczówki oka, która – jak wykazał Darren Peshek – z wiekiem zanika (Peshek 2011).

fizjonomika

Zmiana wizerunku twarzy w wyniku nałożonego makijażu. Od lewej: twarz bez makijażu, makijaż naturalny, makijaż profesjonalny, makijaż "glamour". Źródło: http://www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,39353

Jednak na preferencje estetyczne mogą mieć wpływ także czynniki psychologiczne. Odkryto na przykład zależność między wyborem partnerki/partnera a podobieństwem twarzy płci przeciwnej. Jest to zjawisko nazywane „wdrukowaniem płciowym”. Ocena atrakcyjności twarzy zależy też od kontekstu. W szczęśliwych związkach twarz partnera wydaje się atrakcyjniejsza niż jest naprawdę. Z kolei w nieudanych jest odwrotnie. Tak więc im bardziej kogoś lubimy, tym przyjemniejszy wydaje nam się jego wygląd. Doskonale przecież wiemy, że zakochany Marek nie jest sędzią w sprawie urody Marii, zresztą potocznie mówi się, że miłość jest ślepa. Jak wynika z badań nad atrakcyjnością fizyczną, nie stanowi ona recepty na szczęśliwy związek. Wprawdzie piękni ludzie łatwiej znajdują sobie partnera, jednak nie tworzą związków szczęśliwszych niż inni. Jedno jest pewne, twarz ukochanej osoby, choć pokryta siecią zmarszczek, wciąż będzie dla nas piękna.