Szkatułka z kosztownościami. Z historii biżuterii

Written by dr Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(2 votes)


Czy to będzie cenna kamea, czy bransoletka spleciona z kolorowych rzemyków, nie da się ukryć, że pragnienie przyozdabiania się tkwi głęboko w naszej naturze. Trudno nawet stwierdzić, czy nasi prarodzice najpierw założyli przepaskę na biodra, czy nanizali na sznur ozdobne korale. Muszle, kości, rogi i pazury zwierząt, ptasie pióra, cenne i piękne kamienie, miedź, brąz, złoto i srebro – wybór materiału ogranicza wyłącznie wyobraźnia twórców. Dzięki odkryciom archeologicznym Henryka Schliemanna, który odnalazł skarby legendarnego króla Priama, wiemy, jak olśniewającą biżuterię nosiła mityczna Helena „najbardziej boska wśród kobiet". To jej uroda przecież podkreślana blaskiem klejnotów stała się przyczyną wojny trojańskiej. Wydobyte przez Schliemanna skarby zachwycają wysokim poziomem opanowania arkanów sztuki złotniczej. Na jednej ze starych fotografii zobaczyć możemy żonę odkrywcy, Zofię, prezentującą diadem, kolczyki i kolię. Jest to tzw. mały diadem składający się z wąskiej obręczy z arkusza złota, z której zwieszają się 64 delikatne, podwójne pionowe łańcuszki. 50 środkowych jest krótszych, a siedem po każdej ze stron – dłuższych. Łańcuszki zakończone są wisiorkami w kształcie idoli. Złoto było zawsze jednym z najbardziej pożądanych kruszców i materiałów jubilerskich.

Sophia

Ryc. 1. Zofia Schliemann.

Pragnienie króla Midasa, by wszystko, czego się dotknie, zamieniało się w złoto, miało wprawdzie tragiczne konsekwencje. Przestroga ta jednak nie studziła zapału alchemików pragnących wyczarować w swych alembikach metal bogów.

Wymowny symbol wierności

Od czasów starożytnych złota obrączka była symbolem wierności małżeńskiej. Forma pierścienia, niemająca końca ani początku, była idealnym symbolem trwałości związku. Noszono ją na lewej ręce, na tzw. palcu serdecznym. W czasach antycznych wierzono bowiem, że żyła w tymże palcu prowadzi bezpośrednio do serca. Zresztą do dziś w wielu krajach obrączka ślubna znajduje się na lewej ręce. Ten wywodzący się z czasów pogańskich zwyczaj usankcjonowany został przez Kościół w XIII w., choć najpierw do noszenia obrączki zobowiązane były tylko kobiety. Cennymi pierścieniami przyozdabiano chętnie w czasach starożytnych wszystkie palce z wyjątkiem palca środkowego zwanego digitus infamis (palec nieobyczajny). Dziś z kolei nie nosi się obrączek ani pierścionków zakładanych do połowy palca, jak moda nakazywała to choćby w epoce renesansu.

Naturalne arystokratki

Za szczególnie szlachetny surowiec jubilerski uchodziły zawsze perły. Ich pochodzenie łączy się m.in. z boginią miłości, gdyż w Grecji zwano je łzami Afrodyty. Nie dziwi to, bo i sama bogini wyłoniła się przecież z wody morskiej niczym perła. Perły były ulubionymi klejnotami starożytnych Rzymianek. Już od czasów rzymskich noszono je w uszach, na rękach, szyi, na nogach, wplatano je we włosy, ozdabiano nimi garderobę, nie wyłączając butów. Prawdziwe jednak perłowe szaleństwo opanowało dopiero Europę renesansową, a przyczyniły się do tego z pewnością odkrycia bogatych złóż u wybrzeży Nowego Świata. W sztuce dawnych epok nie brakuje przedstawień przepięknych perłowych ozdób. Dla ówczesnego widza były to nie tylko cenne przedmioty o charakterze użytkowym, ale także przekazy głębszych znaczeń moralnych. W wielu kulturach perłom przypisywano nadzwyczajną moc i bogatą, ambiwalentną symbolikę. Oznaczać one mogły bogactwo, prestiż, władzę, ale również doskonałość, czystość, miłość i uduchowienie, a na drugim zaś biegunie – przemijalność rzeczy doczesnych, rozwiązłość czy grzech. Stąd też pojawiają się one zarówno na obrazach przedstawiających Marię Magdalenę czy Salome, jak i stanowią inkrustację korony na wizerunkach Maryi Panny. Kulisty kształt pereł, ich twardość i świetlistość zdobiąca włosy, szaty, zapinki, zapony, brosze, diademy, bransolety czy pierścienie młodych kobiet miały symbolizować ich czystość i cnotę. Cudowne sznury pereł możemy podziwiać na wielu obrazach: okalają one szyję Barbary Radziwiłłówny, zaś te noszone przez Katarzynę Wielką długom sznurem ciągnęły się po ziemi. Piękny w swej prostocie sznur pereł ubiera także ciało aktorki Poli Negri na zmysłowym obrazie Tadeusza Styki.

stykatadeusz-polanegri

Ryc. 2. Portert Poli Negri Tadeusza Styki.

Perły znane z imienia

Po śmierci Elizabeth Taylor wystawiono na aukcji m.in. słynną perłę zwaną La Peregrina, którą aktorka otrzymała od Richarda Burtona. Klejnot ten związany był początkowo z hiszpańską rodzina królewską, potem zaś zawędrował na dwór francuski czasów restauracji. Widzimy go na licznych obrazach m.in. przedstawiających królową Marię Tudor. Perła ta stanowiła ślubny prezent Filipa II dla jego angielskiej małżonki. Gruszkowata, regularna perła zawieszona na końcu koli noszonej przez królową odkryta została ok. pierwszej poł. XVI w. i należała wówczas do największych, jakie znaleziono. Niewolnik, który ją wyłowił, miał otrzymać wolność.

la-peregrina Tudor Taylor

Ryc. 3. La Peregrina noszona przez Marię Tudor i Liz Taylor.


Jednak jak podaje Pliniusz w Historii naturalnej, dwie najsłynniejsze perły należały do Kleopatry. Jedną z nich miała ona spożyć w czasie wystawnej uczty. Założyła się bowiem z Antoniuszem, że sama jedna w czasie biesiady skonsumuje 10 milionów sestercji. Kazała więc służbie przynieść kielich z octem i rozpuszczoną perłę wypiła... za jego zdrowie.
Wprawdzie nic nie wiemy o tym, czy egipska królowa, słynąca ze swej piękności, wykorzystywała naturalną moc pereł. Z pewnością jednak od dawna stosowano je w kosmetyce. Przygotowywano z nich kremy, pudry, lakiery do paznokci i inne środki upiększające. „Dużą popularnością cieszyła się woda perłowa. Jej receptę odnajdujemy w dziewiętnastowiecznej Pharmacopoea Universalis: należy rozpuścić perły w occie winnym z dodatkiem alkoholu i wymieszać dodatkowo z paroma kroplami wody różanej. Mikstura ta, wcierana w skórę każdego dnia, likwidowała ponoć wypryski i piegi" [1].
Wprawdzie najpiękniejsze i najcenniejsze perły wyławiane są ze słonych i ciepłych mórz. Jednak jako ciekawostkę warto nadmienić, że i w polskich rzekach możemy znaleźć skójki oraz szczeżuje poławiane głównie dla pięknej macicy perłowej. Wysoka cena i unikalność pereł była powodem, dla którego już w czasach starożytnych powstawały ich imitacje. Obecnie wielką popularnością cieszą się perły hodowlane, dla amatorów prawie nieodróżnialne od pereł naturalnych i pozwalające cieszyć się ich blaskiem bez względu na zasobność portfela. Zresztą od czasów Coco Chanel, która jako pierwsza zaczęła lansować połączenie naturalnej i sztucznej biżuterii, perły nie muszą być traktowane bardzo serio czy z wielkopańską wyniosłością.

Wartość na miarę uczuć

Zaglądając do szkatułek z biżuterią naszych praprababek, znajdziemy w nich nie tylko wyroby z cennych metali i kamieni, ale również nieznaną dziś biżuterię sentymentalną wykonywaną z włosów. Dlaczego włosy? Możemy dziś zapytać zaskoczeni wyborem materiału. Z pewnością przypisywanie włosom magicznych mocy, postrzeganie ich jako źródła sił życiowych ma tradycje o odległym rodowodzie. Wystarczy, że przypomnimy sobie biblijnego Samsona czy kuszące żeglarzy długowłose syreny. W Europie zwyczaj wykonywania tego rodzaju ozdób znany był już w połowie XVII wieku, jednak jego apogeum przypada na drugą połowę wieku XIX. Z włosów wykonywano naszyjniki, bransoletki, broszki, a także kunsztowne plecionki, by stanowiły tło dla miniatur przedstawiających bliską osobę. Ta sentymentalna biżuteria miała charakter zarówno żałobny, jak i miłosny, mogła też mówić o ciepłych uczuciach przyjaźni czy przywiązaniu do osób bliskich. Nosili taką Napoleon i królowa Wiktoria. Prawdziwa „włosomania", która ogarnęła salony XIX-wiecznej Europy spowodowała pojawienie się nie tylko licznych poradników radzących, jak samemu wykonać kunsztowną plecionkę, ale również przyczyniła się do wzrostu popytu na naturalne włosy i wprowadzenie tego rodzaju ozdób do sprzedaży masowej [2]. Dzisiaj tego rodzaju biżuteria nie jest już akceptowana społecznie, budząc raczej awersję. Z pewnością na przekór tym odczuciom artystka Kerry Howley przygotowała kolekcję naszyjników kunsztownie zaplatanych właśnie z włosów.

Arts Thread Kerry Howley Hair Necklace pomniejszony

Ryc. 4. Naszyjnik z kolekcji projektantki Kerry Howley.

Moda ma swoje kaprysy. W mrokach niepamięci pogrążyła klasyczne diademy czy tanecznie poruszające się egrety, którymi przyozdabiano niegdyś włosy. Z mody wyszły też noszone w XVIII wieku kolczyki, zwane żyrandolami, czy okalające szyję aksamitki z kameą. Trudno jednak zgodzić się ze słowami poetki „nic dwa razy się nie zdarza...", bo jeśli chodzi o modę, to i owszem. Kto by pomyślał, że chętnie noszone dziś na szyi zegarki, zwane niegdyś pektoralikami, były ozdobą kobiecą już na początku XVII wieku. Miały one początkowo kształt pudełek, z czasem stały się bardziej owalne, aż fantazja nadała im kształty przypominające owoce, motyle, kwiaty i muszle. Pewne wzory biżuterii wydają się doskonałe w swej prostocie. Dzięki temu nawet chwilowo zapomniane zostają odkryte na nowo. Z pewnością jest tak z kolczykami w kształcie kół. Z czasem zaczęto je również kameryzować, a więc ozdabiać cennymi kamieniami. Pierwotnie noszono je bardziej jako amulet niż ozdobę. W tym miejscu trudno nie wywołać z pamięci obrazu wróżącej cyganki, której płatki uszu zdobią właśnie koła. Miały one także swoje pięć minut na salonach Europy pod koniec XVIII wieku. Wówczas to Elisabeth Viéege-Lebrun, portrecistka Marii Antoniny, przedstawiła kilka francuskich dam dworu w kolczykach typu kreole zdobionych perłami. Nazwa kreolki nawiązuje do obrączek niewolników, którym przekłuwano uszy jako symbol poddaństwa i zniewolenia. Modę na tę ozdobę przywieźli bowiem Francuzi ze swoich kolonii na Antylach, gdzie kolczyki w kształcie kół nosiły kreolskie kobiety [3].
Kolczyki o takim wzorze, dekorowane czerwonymi kamieniami, posiadała Karolina Sułkowska. Zostały one odmalowane na jej portrecie z 1789 roku, pędzla Cecylii Duchesne Wyganowskiej przechowywanym w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie [4].

Karolina Sulkowska

Ryc. 5. Miniatura przedstawiająca Karolinę Sułkowską [ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie].


Dziś biżuteria nie musi już stanowić jednej z najlepszych lokat kapitału. Wyzwala to współczesną kobietę, która może cieszyć się zarówno chłodnym blaskiem diamentów, jak i miodowym ciepłem bursztynu czy energią czerwonych korali, niegdyś kojarzonych przede wszystkim ze strojem ludowym. A więc drogie panie, bezcenna jest wyłącznie sztuka przyozdabiania, niech krępuje was tylko wyobraźnia!

 

Piśmienncitwo

1. A. Świerzowska, Perła w kulturze i religiach świata. Kraków:Wydwn. Oddziału PAN;1999: 100-101.
2. Por. M. Szuman-Gorczyca, Włosy jako materiał do wyrobu biżuterii i pamiątek sentymentalnych, w: K. Kluczwajd, red. Biżuteria w Polsce. Treści, teksty, przesłania. Toruń:Muzeum Okręgowe:TOSHS;2006.
3. Por. E. Letkiewicz, Klejnoty w osiemnastowiecznej Polsce. Wydawnictwo Uniwersytetu Marcie Curie-Skłodowskiej: Lublin;2011:311-312.
4. Ibidem;309.