Stopa jako dzieło sztuki

Written by dr Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(9 votes)

„Przecież i ja z i e m i t y l e m a m,

I l e j e j s t o p a m a p o k r y w a,

D o p o k ą d i d ę !…”

K.C. Norwid, Pielgrzym

Człowiek w ciągu całego swojego życia pokonuje dystans równy kilkukrotnemu okrążeniu Ziemi. Jesteśmy jako gatunek niezrównanymi piechurami i wytrwałymi biegaczami, nie są nam obce skoki i taneczne akrobacje, a zawdzięczamy to naszym doskonale skonstruowanym stopom. Przemierzanie drogi jest także klasyczną metaforą ludzkiego losu, którą wyraża topos homo viator – człowiek wędrowiec. Dla wielu wagabundów, podróżników czy po prostu włóczęgów wędrówka stanowiła, zresztą w całkiem dosłownym sensie, sposób na życie. Z kolei przedstawiciele perypatetyckiej szkoły filozoficznej byli przekonani, że stawianie kroków ułatwia myślenie.

Ludzka stopa – jak miał powiedzieć Leonardo da Vinci – jest machiną o mistrzowskiej konstrukcji oraz dziełem sztuki. Na konstrukcję tę, z anatomicznego punktu widzenia, składa się jedna czwarta wszystkich kości, które znajdują się w ciele człowieka, a paluch ma dość siły, by podtrzymać 40% masy całego ciała. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie dzięki stopom wyszliśmy na ludzi…

Przyjęcie na trwałe postawy wyprostowanej, zasadniczego wyróżnika gatunku homo, nie byłoby możliwe bez finezyjnej konstrukcji ludzkiej stopy. Wprawdzie paleoantropolodzy wciąż spierają się, dlaczego wczesne hominidy stanęły na dwóch nogach, jedno wszak jest pewne, zawdzięczamy to w dużej mierze stopom. W tym kontekście niezwykle doniosłe, ale i wielce poruszające jest odkrycie dokonane przez Mary Leakey na stanowisku archeologicznym Laetoli w Tanzanii. Popioły wulkaniczne znakomicie utrwaliły odciski wędrówki hominidów, która odbyła się trzy i pół miliona lat temu. Spacer dwóch dorosłych osobników i dziecka to wymowny dowód, że dwunożność była niezwykle wczesnym przystosowaniem naszych przodków, o wiele wcześniejszym niż rozwinięte mózgi. Oglądając bowiem odciski stóp z Laetoli, nie mielibyśmy wątpliwości, że pozostawili je przedstawiciele naszego gatunku, czego nie moglibyśmy powiedzieć o mózgach owych osobników, które długo jeszcze przypominały naszych najbliższych małpich kuzynów.

Bose stopy dotykające ziemi to dla współczesnego człowieka prawdziwa atrakcja, kojarzona prawie wyłącznie z wakacyjnym spacerem po plaży. Kultura zamknęła ludzkie stopy w butach stanowiących dla nich często nie tyle ochronę, co prawdziwą torturę. Przez całe stulecia także presja opinii publicznej nie pozwalała żadnej szanującej się kobiecie, by pokazała się bez skrępowania, nie zakładając pończoch. Jako pierwsza miała włożyć sandały na gołe stopy ikona niemego kina, Pola Negri. Obnażona stopa tak bardzo szokowała otoczenie, gdyż przypisano jej symbolikę falliczną. W tym kontekście również należy umieścić okrutny zwyczaj okaleczania kobiecych stóp praktykowanego przez całe stulecia w Chinach. Między szóstym a ósmym rokiem życia dziewczynkom krępowano bandażami stopy, tak aby nabrały pożądanego kształtu. Celem zaś było zmniejszenie stóp do jednej trzeciej normalnej wielkości, czyli siedmiocentymetrowego złotego lotosu. Tak ukształtowane stopy podnosiły wartość kobiety na rynku matrymonialnym.

Także w naszym kręgu kulturowym w obnażanej przez zsuwający się trzewik, pantofel czy sandał stopie dostrzegany jest element erotycznej prowokacji. Wystarczy choćby wspomnieć obraz Edwarda Maneta Olimpia, który na wystawie Salonu w 1865 r. wywołał nie tylko falę oburzenia, ale i wzbudził również agresję. Wydaje się, że przedstawiona przez malarza kurtyzana, zastygła w oczekiwaniu na klienta, bardziej prowokuje widza jedną stopą schowaną w trzewik a drugą bosą, niż nagością swojego ciała. Arnold Lebeuf w studium Stopa bosa stopa obuta pisał: „Kiedy jedna stopa jest obnażona, a druga wciąż tkwi w bucie, nic się jeszcze nie wydarzyło, nic nie jest jeszcze przesądzone. Przyzwolenie jest być może blisko, ale odmowa jest ciągle możliwa. To właśnie owa niepewność stwarza atmosferę erotyzmu, nieokreślenie sytuacji i jej mglisty charakter dodają oczekiwaniu dwuznacznego powabu” [1].

Konotacjom erotycznym oparły się jednakże wizerunki gołych stóp świętych czy ascetów. Przedstawiając w ten sposób swoich bohaterów, malarze podkreślali deklarowaną przez nich pogardę dla dóbr materialnych i światowych rozkoszy, a bose stopy stawały się wyraźnym znakiem ubóstwa i pokory. W ikonografii chrześcijańskiej nagie stopy uchodziły nie tylko świętym, ale również aniołom, istotom nie z tego świata. Skądinąd oburzenie i niesmak krytyków sztuki wywołały, chłopskie stopy anioła z obrazu Rembrandta Anioł opuszczający rodzinę Tobiasza (1637). Pójście przez Rembrandta – syna młynarza – na przekór konwencjom malarskim i zaniechanie klasycznych reguł sztuki przypisywano w minionych stuleciach nie tyle jego świadomym wyborom, co niskiemu statusowi społecznemu.

Od niepamiętnych czasów otaczane czcią były natomiast odciski stóp, które dostrzegano w kamieniu. Ślad swej stopy miał zostawić Jezus tuż przed wniebowstąpieniem na jednym z kamieni Góry Oliwnej. Z całą pewnością nie jesteśmy w stanie, jak również nie uczynił tego żaden z mistrzów minionych epok, wyobrazić sobie wniebowstępującego Chrystusa w butach. W pamięci mamy choćby Przemienienie pańskie Rafaela, który wynosi chwalebną stopę Odkupiciela ponad głowy uczniów oraz obraz Il Cristo morto Andrea Mantegny stawiający widza przed szarą stopą Ukrzyżowanego [2].

Niezwykła konstrukcja stopy pozwala człowiekowi wznieść głowę ku ideałom, ale i ta sama stopa szczególnie z bolesnym nagniotkiem sprowadza go bez pardonu z wyżyn najwznioślejszych rozmyślań. Tę dwuznaczność stopy, a właściwie jej pars pro toto, samego palucha, przedstawił Georges Bataille w eseju Paluch (1929) opublikowanym w piśmie „Dokuments” ze zdjęciami paryskiego fotografa zafascynowanego surrealizmem Jacques'a-André Boiffarda. Paluch na zdjęciach artysty jest w równiej mierze przedmiotem czci, co niesmaku, irracjonalny, fragmentaryczny, fetyszystyczny i zmysłowy. Przywodzi na myśl zarówno całą wielkość, jak i śmieszność człowieka.


 60

Dla starożytnych Chińczyków stopy zawierały mapę całego ciała, stanowiły swoisty mikrokosmos organizmu. Podobnie myśleli starożytni Egipcjanie, dlatego też wpływali na stan zdrowia chorego, stosując masaż stóp, czyli refleksoterapię. Zabieg taki przedstawia relief z grobowca wezyra Ankhma-Hora pochodzący z lat 2500-2330 p.n.e. W Indiach masaż stóp był z kolei elementem systemu Joga Kundalini: „Dobry masaż według nauki Joga daje odprężenie całego układu nerwowego, gdyż wiele nerwów naszego ciała ma zakończenie w stopach. Skóra stanowi nasze trzecie płuco, ponieważ przez jej pory pobierana jest Prana – energia życia, dokładnie w taki sam sposób jak przy oddychaniu. Dlatego ważne jest, aby stopy były zawsze czyste i miały dostęp do powietrza” [3].

Kosmetyka stóp, czyli pedikiur (łac. pedis – stopa, cura – leczyć) liczy ponad cztery tysiące lat. Znane są złote narzędzia do zabiegów pedikiuru używane w starożytnej Babilonii, a także późniejsze wskazówki greckiego lekarza Hipokratesa mówiące o usuwaniu odcisków. Z kolei zarówno starożytni Egipcjanie, jak i Chińczycy kolorem paznokci także u nóg podkreślali status społeczny. W czasach dynastii Czou, około 6000 r. p.n.e., kolorami królewskimi były złoty i srebrny. W późniejszym okresie funkcję tę przejął czerwony i czarny zarezerwowane dla nielicznego grona najbliższej rodziny cesarskiej [4]. Czerwona laka natomiast była stosowana przez starożytnych Hindusów w zabiegach kosmetycznych do barwienia czubków palców u nóg oraz dolnej części stóp [5].

Zabieg pedikiuru znalazł swoje miejsce w historii malarstwa i to za sprawą takich mistrzów jak Rembrandt i Degas. Oczywiście w czasach Rembrandta pielęgnacja stóp nie mogła wystąpić w roli głównego tematu obrazu, choć znalazła się niejako przy okazji na jednym z najpiękniejszych płócien mistrza pt. Batszeba (1654). Namalowany przez Rembrandta akt – bo tym mimo biblijnego tematu jest obraz w rzeczywistości – przedstawia Batszebę, w której bez pamięci zakochał się król Dawid. Batszeba zakończyła właśnie kąpiel i poddaje się zabiegom pielęgnacyjnym stóp wykonywanym przez starszą kobietę. W roli modelki wystąpić miała Hendrickje, kochanka malarza oskarżona zresztą w tym czasie przez kalwińską radę kościelną o uprawianie nierządu z malarzem. Młoda kobieta z obrazu trzyma w ręku list od Dawida i nie zdecydowała jeszcze jak postąpić – poddać się woli króla czy pozostać wierną mężowi [6]. Tak więc zabiegi pielęgnacyjne wydają się jedynie tłem dla zarysowania duchowych rozterek bohaterki, choć nie jest jednak wykluczone, że obdarzony freudowskim zacięciem widz właśnie w nich dopatrzyłby się na obrazie odwołania erotycznego. Tym bardziej, że i w języku biblijnym stopy były nieraz figurą zastępującą czynności czy części ciała kojarzone z erotyką. Wystarczy przypomnieć biblijną Noemi, która każe Moabitce Rut odkryć nogi śpiącego Booza, co doprowadza do zawarcia małżeństwa.


 61

Rembrandt, Batszeba (1654).

Z kolei czysto rodzajową sceną jest obraz Edgara Degasa Pedikiur (1873), który znalazł się na pierwszej wystawie impresjonistów obok sławnego dzieła Claude Moneta Impresja, wschód Słońca. Artysta, nie odwołując się do sztafażu historycznego, alegorycznego czy mitologicznego, przedstawił starszego mężczyznę przycinającego paznokcie młodej dziewczynie. Jest to rytuał spełniany w domowym zaciszu. Dziewczyna siedzi na kanapie z przymkniętymi oczami, być może śpi lub jest chora, a mężczyzna pochyla się nad nią w skupieniu.


 62

Degas, Pedikiur (1873).

Stopy małego dziecka wzbudzają w nas falę czułości, o własnych często zapominamy aż do jesieni życia, kiedy zaczynają odmawiać nam posłuszeństwa. Warto z pewnością czasem oddać im maleńką przysługę wobec tego, co one robią dla nas. Wojciech Eichelberger w jednym z felietonów przestrzegał: „stopa zamknięta całe życie w skarpetce, bucie i w kapciu to stopa, która nic o sobie nie wie i niewiele potrafi” [7]. Tak więc pozwólmy stopom na kontakt z naturalnym podłożem – piaskiem, kamieniami czy trawą – będzie to dla nich doskonały masaż.

I na koniec życzenie, byśmy w stopach znaleźli naszych sprzymierzeńców, którzy stanowić będą prawdziwe, mocne oparcie w codzienności i pozwolą nam iść, biec, szukać, czasem błądzić, by ostatecznie dojść do wyznaczonego celu.

PRZYPISY:

[1] A. Lebeuf, Stopa bosa stopa obuta. Semantyka motywu ikonograficznego, Kraków 2003, s. 45. [2] Por. T. Swoboda, Historie oka, Gdańsk 2010, s. 146. [3] Cyt. za: J. Szczygieł-Rogowska, J. Tomalska, Historia kosmetyki w zarysie. Z dziejów kosmetyki i sztuki upiększania od starożytności do poł. XX w., Białystok 2007, s. 39. [4] Por. ibidem, s. 42. [5] A.L. Basham, Indie. Od początku dziejów do podboju muzułmańskiego, przeł. Z. Kubiak, Warszawa 2000, s. 220. [6]D.M. Field, Rembrandt, Warszawa 2006, s. 208-214. [7] W. Eichelberger, Ciałko, Warszawa 2001, s. 21.