Własnym głosem. O "Mojej historii kobiet" Michelle Perrot

Written by Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(0 votes)

3

całą historię kobiet ukształtowali mężczyźni Simone de Beauvoir, Druga płeć

„Okaleczony samiec”, „aberracja natury”, „puch marny”, „irracjonalne stworzenie” to tylko niektóre z określeń przypisywanych kobietom. Przez całe stulecia mężczyźni wypowiadali się o nich z niechęcią bądź lekceważąco, a one same skazane na milczenie, a nierzadko też milczenie wybierające, pozostawiły niewiele źródeł pomocnych dziś przy rekonstrukcji ich historii.

„W teatrze pamięci kobiety są zaledwie cieniem” pisze Michelle Perrot autorka książki Moja historia kobiet. Francuska badaczka opowiada o losie zwykłych kobiet i zmaganiach, jakie podjęły, by poprawić swoją sytuację. Bohaterkami jej opowieści są zarówno święte, jak i czarownice, czytelniczki, pisarki, artystki, matki, ale i prostytutki. Autorka, przedstawiając kobietę w teatrze życia, odwołuje się często do przykładów z literatury i przywołuje bohaterki z powieści Zoli, Balzaka, George Sand czy Jane Austin.

Historia kobiet okazuje się w dużej mierze historią życia prywatnego. Tworzą ją nie tyle wydarzenia polityczne, co kulturowe, jak choćby upowszechnienie maszyny do szycia czy regulacji poczęć. Z pewnością nowinki techniczne – lodówka czy pralka – więcej zmieniły w sytuacji kobiet niż rewolucja francuska niosąca na sztandarach hasło wolności, równości i braterstwa. Rewolucja zaktywizowała kobiety i zrodziła wielkie nadzieje na poprawę ich losu. O prawa kobiet upomniała się m.in. Olimpia de Gouges, proponując uchwalenie „Deklaracji praw kobiet” będącej odpowiednikiem „Deklaracji opraw człowieka”, swoją działalność na rzecz równouprawnienia przypieczętowała jednak śmiercią na szafocie. Wbrew temu, czego można by oczekiwać, emancypacja kobiet nie zwiększała się wraz z mijającymi stuleciami. Kobiety w czasach katedr miały więcej praw niż w epoce napoleońskiej. Kodeks Napoleona, na którym oparło swoje prawodawstwo wiele państw europejskich, właściwie nie pozostawiał drugiej płci żadnych praw, ubezwłasnowolniając kobietę, i opóźniając jej emancypację. Można to nazwać jednym z paradoksów francuskich, gdyż kraj, który był symbolem wolności dla wielu narodów, połowie swoich obywateli przyznał prawa polityczne w 1944 r., natomiast dopiero w 1957 r. zniósł przepis, mówiący, że żona nie może pracować zawodowo, jeśli mąż się temu sprzeciwia…

Elementem emancypacji kobiet była walka o przyznania prawa do nauki, a co za tym idzie do pracy zawodowej i wykonywania określonych profesji. Drogi aktywności zawodowej kobiet były niezwykle ograniczone. Typowo kobiecymi zajęciami było pójście na służbę bądź do szwalni, z czasem dopiero sfeminizowany został zawód nauczyciela oraz doszły typowo kobiece profesje, jak ekspedientka, pielęgniarka czy urzędniczka. Dopiero w roku 1946 kobiety uzyskały we Francji dostęp do stanowisk sędziowskich. Niezwykle trudno było także zaistnieć drugiej płci w zawodach artystycznych. Kobiety były akceptowane jako muzy, pomocnice, kopistki, sekretarki czy tłumaczki, jednak pisanie, komponowanie, malowanie czy rzeźbienie traktowano jako męskie zawody. Twórczość rezerwowano dla mężczyzn, kobietę utożsamiano zaś z tym, co odtwórcze, naśladowcze. O przeszkodach, jakie musiała pokonać kobieta, aby męski świat uznał, iż także ona ma prawo „czernić papier”, pisze Virginia Woolf w doskonałym eseju Własny pokój. Paradoksalnie sytuację kobiet na rynku pracy odmieniły dwie wojny światowe. Panie musiały zastąpić mężów, braci i ojców w biurach i fabrykach, dało im to poczucie siły i niezależności, a proces ten przypieczętowały zmiany w sferze obyczajowości i mentalności, które przyniósł czas wojen. W pragnieniu zdobycia zawodu i podjęcia pracy młodym kobietom niejednokrotnie chodziło nie tyle o pieniądze, co o poszerzenie sfery wolności.

Taką sferę wolności stanowiła zawsze dla kobiet religia, która niejednokrotnie stanowiła azyl przed władzą mężczyzn i rodziny. W świecie patriarchalnym kobiety, składając ślub czystości, zyskiwały szansę zachowania samodzielności, a także zdobywały powszechny szacunek związany z uznaniem dla dziewictwa. Zakonnice mogły się kształcić i tworzyć, kobiety świeckie zaś były fundatorkami i inspiratorkami wielu budowli i dzieł sztuki. Religia miała jednak także negatywny wpływ na sytuację kobiet, dając mężczyznom sakralne uzasadnienie niższości płci przeciwnej i władzy nad nią.

Kobiecość tradycyjnie kojarzona jest z cielesnością. „Kobieta jest przede wszystkim wizerunkiem” pisze Michelle Perrot. Szczególnym symbolem kobiecości były zawsze włosy, czasem ze względów religijnych skrywane, a czasem, by podobać się płci przeciwnej, misternie trefione. Ich znaczenie i symbolikę interesująco omawia francuska badaczka. Ciało kobiety wzbudzało w mężczyznach niejednokrotnie lęk i pożądanie, dlatego też miało być ono strzeżone, zamykane i poskramiane. Ciała kobiet kontrolowane i zniewalane przez płeć silną, współcześnie napawają lękiem same kobiety, które często nie akceptują własnej fizyczności. Nowojorska dramatopisarka Eve Ensler w sztuce Dobre ciało pisze: Kobieta „rządzi swoim ciałem jak tyran swym państwem – przeprowadza czystki i kontrole, tracąc z oczu wszystko inne”. Współczesna kobieta jest nie tylko ofiarą, której ciało zostaje zniewolone, ale i katem wymierzającym ciału surową karę. Bohaterka wspomnianej sztuki stwierdza: „...muszę się przeistoczyć w uśmiechniętą psychopatkę, której nie wolno jeść precelków. Muszę pozostawać w czułym związku z trenerem nazistą, odrętwiała – na szczęście – z powodu zatrucia botuliną, bez białego tłuszczu odessanego metalową rurką i ze zwężoną cipką. Musiałabym się odsysać, obcinać, oczyszczać, wygalać, woskować, przykrywać, powiększać, podnosić, przekłuwać, nakłuwać, zeskrobywać, rozjaśniać, zwężać, rozgniatać, spłaszczać, sprasowywać, redukować, głodować i w końcu zniknąć”…

Hierarchia, podporządkowanie i dyskryminacja – tak przez wiele stuleci kształtowały się relacje między płciami. Mężczyźni znajdowali uzasadnienie takiej postawy w myśli filozofów, teologów, uczonych i prawodawców starających się udowodnić podrzędność kobiet wobec płci przeciwnej. Przez całe wieki na temat kobiet powstała niezwykle bogata literatura, w większości mizoginiczna. „Płeć kobieca – pisze Virginia Woolf – w nie mniejszym stopniu przyciąga uwagę dostojnych eseistów, chyżopiórych prozaików, świeżo upieczonych magistrów filozofii, jak i osobników bez uniwersyteckiego wykształcenia, których, jak się zdaje, do zajmowania się tym tematem upoważnia sam fakt bycia mężczyznami”. Przyszedł jednak czas, by kobiety opowiedziały swoją historię własnym głosem.

Czyni to Michelle Perrot w omawianej książce. Publikacja ta ma charakter popularny, złożyły się na nią wykłady radiowe autorki. Ze względu na niewielkie rozmiary książka musi pozostawiać pewien niedosyt. Poczucie to wynika z tego, że badaczka porusza się wyłącznie po francuskim kręgu kulturowym, a wiele ciekawych tematów potraktowanych jest skrótowo bądź wręcz tylko zasygnalizowanych. Czytelnicy, których problematyka ta szczególnie interesuje, mogą zajrzeć do niezwykle ciekawej i prezentującej szerszą perspektywę monografii Marii Boguckiej Gorsza płeć. Kobieta w dziejach Europy od antyku po wiek XXI. Jedno jednak nie ulega wątpliwości: warto spojrzeć na historię z innej niż męska perspektywy, pamiętając, że kobiety nie tylko były niesione przez rwący nurt historii, ale także ją współtworzyły.