Piękno obnażone

Written by Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(0 votes)

Co ma wspólnego dziewictwo ze szczupłą talią? Dlaczego gołe pośladki mogą odstraszyć złe moce? Czy włosy pod pachą są seksowne? I dlaczego kobiety mają mniejsze nosy niż mężczyźni? Po co właściwie nam brwi czy włosy łonowe? To tylko nieliczne pytania, na które odpowiedź znajdziemy w Nagiej kobiecie nowej książce brytyjskiego zoologa i antropologa – Desmonda Morrisa. Tym razem autor bestsellerowej Nagiej małpy przedstawia szczegółową geografię kobiecego ciała, zabierając czytelnika na niezwykłą anatomiczna wycieczkę.

Omawiając poszczególne elementy kobiecego ciała od włosów poprzez uszy, ramiona, piersi, brzuch… aż do stóp, autor nie kryje zachwytów nad przemyślnością matki natury, a czytelnikowi siłą rzeczy ten zachwyt się udziela. „Każda kobieta ma piękne ciało” (s. 11) – stwierdza Morris – biolog, choć już z kulturowego punktu widzenia piękno, to kwestia uznania. I bynajmniej nie jest tak, jakby się nam dzisiaj wydawało. Ciało nie nabrało znaczenia dopiero w XX w., ale było od niepamiętnych czasów i pod każdą szerokością geograficzną przystrajane, upiększane, a częstokroć w imię wyższych wartości, okaleczane. O gustach się nie dyskutuje i to, co dla jednych jest szczytem elegancji i piękna, jak choćby czarne zęby u kobiet w dawnej Japonii, dla współczesnej kobiety z Zachodu jest nie do pomyślenia. Piękno nie jest też wcale równoznaczne ze zdrowiem. Wystarczy pomyśleć o zmiażdżonych stopach Chinek lub o zniekształconych, wydłużonych szyjach kobiet z plemienia Karen z Birmy, które bez swoich mosiężnych obręczy nie utrzymałyby głowy. Ale i współczesne zachodnie kobiety nie oszczędzają swojego ciała, przekłuwając najbardziej intymne jego części, pozbywając się chwilowo zmarszczek, wstrzykując toksynę botulinową, czyli jad kiełbasiany, czy też powiększając biust i wargi za pomocą różnych substancji chemicznych. Choć akurat powiększanie warg praktykowane było również przez niektóre kobiety ze społeczności plemiennych jako sygnał wyższego statusu i wartości. Etiopskie kobiety z plemienia Surma znane są jako „kobiety talerzowe”, uzyskują ten dziwaczny efekt poprzez umieszczenie w naciętej dolnej lub górnej wardze okrągłej płytki wielkości podstawka do herbaty.

Istotną kwestią, którą porusza w swojej książce Morris jest język ciała. Na pierwszy rzut oka dostrzegamy sygnały płciowe: szerokie kobiece biodra, uwypuklone piersi, wąskie ramiona, ale też mniejsze niż męskie stopy. Nasze ciało wysyła także niezwykle ważne sygnały wizualne, przekazując emocje i uczucia, i to nie tylko oczami, czołem, nosem czy wargami, ale też ramionami, rękoma, biodrami i nogami. Jednocześnie nasze ciało przemawia językiem erotyki, tutaj znaczącą rolę odgrywają pełne, wilgotne usta, jędrne piersi i pośladki, a dla niektórych także mała kobieca stopa, na której punkcie wielu mężczyzn ma prawdziwą obsesję. Jednak niemniej ważne dla naszych przodków były sygnały sensoryczne. I nawet nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo uwodzicielsko działał na naszych antenatów zapach feromonów, które współczesny człowiek stara się tłumić perfumami i dezodorantami. Jak zapewnia nas Desmond Morris: „Przeprowadzone ostatnio eksperymenty dowiodły, że mężczyźni z zawiązanymi oczami silniej reagują seksualnie na zapach potu spod pachy kobiety niż na kosztowne perfumy” (s. 126). Szczególnie wrażliwy węch mają jednak córki Ewy, choć ich nosy są mniejsze niż męskie. Eksperymentalnie sprawdzono zaś, że matki potrafią zidentyfikować swoje potomstwo jedynie za pomocą zapachu. Mały kobiecy nos jest także utożsamiany z młodzieńczym wyglądem, bo jak pisze Morris „wszystkie małe dzieci mają małe noski.(…) Z tego wynika, że mały nos to młody nos” (s. 76).

Morris zauważa, że w wyniku ewolucji kobiety zachowały wiele cech fizycznych łączących je z dziećmi. Prócz mniejszych nosów jest to też drobniejszy podbródek i cieńsze brwi, większa ilość tłuszczu w ciele kobiety niż u mężczyzny, wyższy tembr głosu, gładkie policzki i generalnie skąpe owłosienie czynią budowę i wygląd kobiety bardziej dziecięcym. Matka natura niczego nie robi bez powodu zarówno brwi, błona dziewicza, jak i włosy łonowe spełniają swoją określoną funkcję. Także młodzieńczy wygląd kobiety zapewnia jej większą opiekę ze strony mężczyzn, których ewolucja zaprogramowała, aby bronili swojego potomstwa, a tym samym także kobiety mogą liczyć na większą ochronę ze strony swoich partnerów. Może stąd popularne skojarzenie, że kobiety to płeć słaba. Autor Nagiej kobiety jest jednak jak najdalszy od powielania takich stereotypów.

Morris o drugiej płci pisze wprawdzie tylko od jej „namacalnej strony”, ale za to z trzeźwością przyrodnika i znawstwem konesera. A jego książka jest doskonałą alternatywą dla tych, których zmęczyły mętne rozważania współczesnych pseudoznawców o tajemniczych zakamarkach kobiecej duszy i nieprzeniknionych labiryntach niewieściej psychiki. Jedno pozostaje także pewne, Morris jest zafascynowany kobiecym ciałem, a czytelnika może bez wątpienia zafascynować książka brytyjskiego antropologa. Wprawdzie przez wieki jedni uważali kobietę za anioła a drudzy za szatana, jednak dla Desmonda Morrisa jest ona przede wszystkim cudem ewolucji, czego odkrycia wypada życzyć także czytelnikowi.