Dziejowy skok w... kostium

Written by dr n. hum. Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(0 votes)

Przez całe stulecia kąpiel była passé, a kontaktu z wodą po prostu się obawiano. Uważano, że woda otwiera pory czy szczeliny ciała, przez które dostają się do organizmu choroby. Siedemnastowieczny autor francuski pisał: „Kąpiel, jeśli nie jest środkiem medycznym wskazanym w razie palącej konieczności, jest nie tylko zbyteczna, ale bardzo szkodliwa dla ludzi […]. Kąpiel niszczy ciało i – napełniając je, czyni je podatnym na parcie złych aspektów powietrza […] ciała bardziej rozluźnione są bardziej chorowite i krótkowieczne niż zwarte. Kąpiel wypełnia głowę waporami. Jest wrogiem nerwów i wiązadeł, które rozluźnia w takim stopniu, że ten, kto nigdy nie cierpiał na lumbago, pozna je po kąpieli. Zabija płód w łonie matki, nawet jeśli była to kąpiel gorąca” [1]. Albo i takie „perełki”: „Kobieta może począć, zażywając kąpieli, w której uprzednio przebywali przez jakiś czas mężczyźni” [2]. Dopiero od połowy XVIII w. zmienia się powoli postrzeganie kąpieli i przezwyciężanie owego strachu, który budziła woda.

Szczegółowo o tym „kopernikańskim” przewrocie obyczajowym opowiada książka Magdaleny Bialic Syreny w trykotach – historia dawnej mody kąpielowej w Polsce i nie tylko. Szersze upowszechnienie kąpieli w rzekach, jeziorach i morzach wiązało się przecież z zasadniczym problemem zachowania przyzwoitości przez kąpiących się. Ze względów obyczajowych panie były długo wykluczone z owych przyjemności z wyjątkiem kąpieli uzdrowiskowych w gorących źródłach praktykowanych już od wieku XVII. Markiza de Sévignézażywająca w 1676 roku kąpieli leczniczych w Vichy, lecząc u wód reumatyzm, tak opisywała zabiegi w liście do córki: „Rozpoczęłam dzisiaj natryski: tak sobie wyobrażam czyściec. Znajdujesz się całkiem nago w małym podziemnym pomieszczeniu, dokąd dochodzi rura z gorącą wodą, którą kobieta polewa Cię wszędzie. Stan ten, w którym listek figowy starcza za całe odzienie, dość jest upokarzający”[3]. Specjalne stroje kąpielowe dla kuracjuszy pojawiły się w l. 70. XVII w. w kąpielisku w Bath. Dla dam były to stroje „uszyte z porządnego żółtego płótna, który jest sztywny i z wielkimi, pogrubiającymi rękawami, a wygląda przy tym jak strój pastora; po zetknięciu z wodą strój ten tak nią puchnie, że w ogóle nie widać pod nim zarysu sylwetki” [4]. Panowie z kolei nosili kalesony i kamizelki uszyte z tego samego materiału.

W połowie XVIII w. ukazała się pierwsza książka o kąpielach morskich napisana przez Brytyjczyka Richard Roussela, a w Brighton powstał prowadzony przez niego dom kąpielowy. W tym czasie w Niemczech, Austrii i Francji pojawiły się także pierwsze szkoły pływackie. Wyjazdy do słynnych kurortów nadmorskich w Biarritz czy Ostendzie stały się elementem życia towarzyskiego ówczesnej elity społecznej. Z początkiem XIX w. także i Polacy przejęli modę na morskie kąpiele, a tych których nie było stać na wyjazd nad Rivierę z czasem mogli skorzystać z nadbałtyckich kurortów w Spocie, Świnoujściu czy Kołobrzegu. Oczywiście większość osób pragnących skorzystać z kąpieli nie umiała pływać, nie było to zresztą wcale wskazane, generalnie kąpiele odbywały się poprzez zanurzanie w morzu, a dla bezpieczeństwa kąpiących się towarzyszył im tzw. „zanurzacz”, czyli umiejąca pływać osoba niskiego stanu (rybak czy rybaczka). Zgodnie z ówczesnymi normami kąpiel nie mogła odbywać się w warunkach koedukacji. Regulamin kąpieli w Sopocie z lat 20. XIX stulecia brzmiał: „Rybacy mogą przebywać w odległości 200 kroków od kąpiących się […]. Między męskimi i damskimi miejscami kąpielowymi nie wolno kąpać się nikomu. Żaden mężczyzna, a także rybacy nie mogą przekroczyć oznaczonego terenu kąpielowego. Męski kabiny od damskich mają być w odległości 1160 stóp” [5]. Początkowo owe zanurzania w morzu odbywały się w specjalnych maszynach kąpielowych, a więc budkach na kołach wprowadzanych do wody. Dawało to kąpiącym poczucie intymności i przyzwoitości, a ówczesne damskie stroje kąpielowe były to długie i bezkształtne koszule flanelowe. Uważano, że ciepła flanela czy materiały z wełny świetnie nadają się do kąpieli w zimnym morzu. Tego rodzaju stroje zmuszały wyłącznie do biernej postawy we wodzie, krępując ruchy rąk i nóg. Przełomem był z pewnością strój kąpielowy zwany „bloomer costume” zaprojektowany w 2 poł. lat 50. XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Jego nazwa pochodzi od jednaj z pierwszych sufrażystek Amelii Bloomer. Składał on się z z bluzo-sukienki sięgającej połowy łydek z paskiem w talii oraz spodni na modłę turecką, a po wyjściu z wody zarzucano na ramiona krótką pelerynkę. Oczywiście do stroju kąpielowego potrzebne były różne dodatki, jak naoliwiony czepek chroniący włosy czy gumowe buty. Kostium ten zakładano zawsze na gorset, a do czasów I wojny światowej kobiety nosiły do stroju kąpielowego także pończochy. W każdym razie trudno również ten strój uznać za komfortowy, skoro po wyjściu z wody ważył ponad 13 kilogramów. Znacznie wygodniej zażywali kąpieli panowie, początkowo wchodzili oni do wody w stroju Adama, jednak pod wpływem protestów moralistów upowszechnił się jedno- lub dwuczęściowy strój do kolan z krótkim rękawkiem. Kostiumy te szyto z ciemnych tkanin lub w paski ze względu na zachowanie norm przyzwoitości, gdyż po wyjściu z wody biała tkanina stawała się prześwitująca.

Mimo iż z czasem także damskie pantalony i tunika uległy skróceniu Magdalena Samozwaniec, opisując kąpielisko w Świnoujściu (wówczas Swunemünde) z roku 1900, pisała tak: wszyscy [plażowicze – przyp. K.S.] mogli być śmiało uważani za płeć brzydką, do czego przyczyniały się ówczesne kąpielowe stroje, odznaczające się horrendalną brzydotą i brakiem smaku. [Kobiety – przyp. K.S.] przybrane były w długie czerwone kombinezony z jakiegoś wstrętnego drelichu, ozdobione u kostek i przy szyi białą tasiemką. Na głowie miały czepki z żółtej gumy, okraszone falbanką, a na nogach czarne ciżemki wiązane w kostce tasiemkami. Kombinezon w wodzie wydymał się jak balon i z morza widać było wystrzelające tu i ówdzie czerwone i granatowe półkule”[6]. Z początkiem XX wieku co bardziej odważniejsze panie wkładały stroje jednoczęściowe z dzianiny lub bawełny pozbawione spódniczki, które po wyjściu z wody podkreślały kobiece kształty pływaczki. Promowany przez Anette Kellerman (australijską pływaczkę) strój kąpielowy z dzianiny o długości do połowy uda i krótkim rękawku opinający i podkreślający kobiecą sylwetkę noszony przez nią bądź na gorset i pończoch, bądź na gołe ciało wywołał prawdziwy skandal. A w 1907 na plaży w Bostonie Kellerman została aresztowana za obrazę moralności. Warto zauważyć, że od 1912 roku kobiety pływaczki zostały dopuszczone do udziału w Olimpiadzie. Jednak tego rodzaju kostiumy przyjęły się wśród szerszego grona kobiet dopiero w latach 20. XX wieku. Jest to także czas, kiedy zapanowała moda na „kąpiele słoneczne”, a więc opaleniznę. Jedną z pierwszych osób, które lansowały modę na opalone ciało była Coco Chanel. Projektowała ona także stroje kąpielowe. Damskie były w kolorze różowym wykonane z wełny, o fasonie prostej tuniki bez rękawów, na dole ozdobionej pionowymi paskami, tunikę zakładano na spodenki z krótką nogawką. Mimo uproszczenia fasonu strojów problemem pozostawał wciąż materiał (najczęściej wełna), który nie prezentował się dobrze po wyjściu z wody. Stąd panie po zażyciu kąpieli przebierały się nowy, suchy strój. Z czasem strój stał się jak druga skóra, ale do tego potrzebne były nowoczesne materiały, które po wyjściu z wody nie zmieniły kostiumu w mokry worek. Przełomem był materiał zwany lastexem (potem lateksem), który pojawił się w latach 30. XX wieku.

Po drugiej wojnie światowej pojawiły się stroje dwuczęściowe, które zrewolucjonizowały modę plażową. W lipcu 1946 r. w Paryżu Louis Rénard i Jacques Heim zaprezentowali skąpy, dwuczęściowy strój odsłaniający pępek, który chciano pierwotnie nazwać „atome”. Przyjęła się jednak nazwa „bikini” pochodząca od atolu na południowym Pacyfiku, gdzie Amerykanie przeprowadzali próby nuklearne. Nowa wyzywająca moda przyjmowała się z oporami zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, przełomem był z pewnością film z roku 1957 I Bóg stworzył kobietę, w którym w roli głównej zagrała Brigitte Bardot, a na ekranie wystąpiła w dwuczęściowym stroju kąpielowym. Wydaje się, że wraz z pojawieniem się bikini historia zatoczyła koło. Wystarczy przypomnieć sobie słynne mozaiki z Piazza Armerina na Sycylii pochodzące z IV w. n.e. uwieczniono na nich młode sportsmenki w skąpych, dwuczęściowych strojach, jednoznacznie kojarzących się ze współczesnym „bikini”.

Wydawać by się mogło, że dziś trudno o przełomowe zmiany w wyglądzie strojów kąpielowych; ostatnia „rewolucja”, to z pewnością wprowadzenie do mody plażowej w latach 80. minionego wieku stringów. Jednak zaprojektowane przez Susan Rosen bikini z diamentów warte, bagatela!, 30 tys. dolarów bądź produkt jednaj z niemieckich firm proponujących rozpuszczające się w wodzie bikini (Get Naked Bikini) z pewnością potrafią nas jeszcze zadziwić.

 Magdalena Bialic, Syreny w trykotach – historia dawnej mody kąpielowej w Polsce i nie tylko. Warszawska Firma Wydawnicza. Warszawa 2015, ss. 168.