Dziecko non-fiction. Rzecz o "Zrozumieć dzieci. Jak kaształtuje nasze dzieci ewolucja" Herberta Renza-Polstera

Written by dr Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(11 votes)

 4

Podobnie jak niejedna młoda matka, wracając ze szpitala z moim nowo narodzonym synkiem, miałam nieodparte wrażenie, że wraz z dzieckiem zapomniano mi wydać jego kompleksowej instrukcji obsługi. Z pewnością z cennymi aczkolwiek często sprzecznymi radami zjawiają się od razu liczni krewni i przyjaciółki, a księgarskie półki z poradnikami uginają się od nadmiaru wiedzy. Jednak w gąszczu tych „najlepszych” porad można zgubić się bardzo szybko i wylać dziecko z kąpielą. Czytając dziś książkę Herberta Renza-Polstera Zrozumieć dzieci. Jak kształtuje nasze dzieci ewolucja, mogę tylko powiedzieć, szkoda, że tak późno!

Jak poradzić sobie z płaczem dziecka? jak długo karmić naturalnie? kiedy zacząć uzupełnianie diety? czy spać razem z dzieckiem, czy może przyzwyczajać je do własnego łóżeczka? co zrobić, by maluch chętnie jadł warzywa? Na te podstawowe bolączki rodziców autor nie daje gotowych recept, oferuje raczej minimum wiedzy niezbędnej, by zrozumieć, co jest wychowawczą modą, a co rzeczywistą potrzebą naszego dziecka.

Przez całe stulecia nie przywiązywano większej wagi do dzieciństwa, traktowano je jako okres przejściowy, a dziecko było po prostu miniaturą dorosłego. Jak pisze Philippe Ariès w Historii dzieciństwa: „Dziecko pozostawało w jakiś sposób anonimowe”. To iż minione stulecie, tak jak pragnął tego zresztą Janusz Korczak, możemy nazwać stuleciem dziecka, nie oznacza bynajmniej, że zdobyliśmy pewność, kim są nasze dzieci i jak je wychowywać.

Interpretując wiele zachowań dzieci, raczej nie wyzbyliśmy się fałszywej perspektywy sprzed wieków. Nadal zakładamy u maluchów deficyty, mówiąc często: nie potrafią, brakuje im itd. Oczywiście nieświadomie podkreślamy tym samym nasz niezastąpiony wkład w rozwój dziecka, obarczając jednocześnie matkę-naturę pewnymi zasadniczymi niedopatrzeniami. Tymczasem, jak zauważa Herbert Renz-Polster, „[...] mali ludzie na każdym etapie rozwoju są wyposażeni w to, co jest im potrzebne do dokonywania dalszych postępów […]. Dzieci są niesamowicie dobre w byciu dziećmi, czyli wystarczająco dobre, by z powodzeniem sprostać swojemu dzieciństwu” (s. 174). W odczytaniu tej fascynującej acz niezrozumiałej często księgi, którą jest dzieciństwo, z pewnością wiele może pomóc rodzicom „odszyfrowanie rękopisów przeszłości”, a więc śladów wyżłobionych przez ewolucję i zapisanych w ciałach i psychice dzieci. Znając mechanizmy ewolucji, łatwiej będzie zrozumieć uporczywy płacz dziecka, potrzebę nieustannej bliskości czy odmowę przyjmowania pewnych pokarmów. Powiedzmy to jasno, ewolucja nie przyjęła do wiadomości, że świat współczesnych pociech pełen jest pluszowych misiów, a nad maleństwem czuwa elektroniczna niania. To, co z naszej perspektywy wydawać się może niezrozumiałą odmową współpracy czy uciążliwym defektem malucha, okaże się sensownym zachowaniem i potencjałem umożliwiającym mu przez całe minione tysiąclecia sztukę przetrwania. Oczywiście żyjemy tu i teraz, a zrozumienie dziedzictwa ewolucji, które w sobie nosimy, nie oznacza konieczności powrotu do jakiegoś stanu pierwotnego. Pozwala za to nie obarczać się winą nawet wówczas, gdy nasze dziecko nie chce nauczyć się spać samo.

Zapewnienie dziecku zdrowego i spokojnego snu jest z pewnością priorytetem troskliwych rodziców. Nie przypadkowo mówi się, że dziecko we śnie rośnie. W nocy uaktywnia się bowiem bardzo ważny hormon wzrostu. Kłopoty ze samodzielnym zasypianiem i szukanie bliskości opiekunów z perspektywy ewolucji wyrażają podstawową potrzebę dziecka, jaką jest bezpieczeństwo. Dziś wprawdzie „dzieci nie są już wykradane i pożerane przez dzikie zwierzęta”. Jednak nadal jedynym sygnałem bezpieczeństwa jest dla nich bliskość dobrze im znanych osób dorosłych. Przyzwyczajanie dzieci do zasypiania we własnym łóżeczku tłumaczy się często troską o przyszłą samodzielność maluchów i traktuje jako obszar wychowania. Skądinąd, jeśli zasypianie w ramionach matki uniemożliwiałoby rozwój samodzielności, ludzie już dawno by wyginęli. Dla współczesnych rodziców domaganie się przez małe dzieci cielesnej bliskości koliduje często z ich oczekiwaniami i słuszną koniecznością odpoczynku. Nie oznacza to wcale, że powinni oni rezygnować z własnych potrzeb, jednak muszą mieć świadomość, że kompromisu łatwo nie da się osiągnąć.

Ewolucja tłumaczy również pewne kosztowne, a czasem ryzykowne zachowania naszych pociech, jak choćby ogromne nakłady energii wkładane w zabawę, która w dodatku odrywa uwagę od ewentualnego zagrożenia. „W świecie zwierząt wydaje się obowiązywać jedna prosta zasada – im wyżej rozwinięte ssaki, tym intensywniej bawią się ich dzieci” (s. 350). Dzisiaj niektórzy rodzice poświęcają się dla swoich pociech przez całą dobę, wytrwale organizując im wolny czas na naukę. Nauka tymczasem nie jest tym samym co zabawa. Dzieciom potrzebna jest przede wszystkim zabawa i to niekoniecznie w grupie równolatków. Zabawa pozwala im znaleźć swoje miejsce w grupie, uczy radzić sobie z emocjami i poskramiać lęki. To właśnie w świecie zabawy, zauważają psycholodzy ewolucyjni, tworzą się najkorzystniejsze i innowacyjne warunki rozwojowe. Zaobserwowano również, że przedszkolaki bawią się w sposób szczególnie konstruktywny, jeśli mogą schować się przed czujnym okiem opiekunów do własnych kryjówek czy namiotów.

Z pewnością nakład pracy rodzicielskiej włożony przez rodziców homo sapiens w wychowywanie potomstwa jest w przyrodzie nieporównywalnie wielki. Wystarczy dla odmiany pomyśleć o przeciętnym cielaku, który tuż po urodzeniu staje na swoje cztery nogi, nie wspominając o rybach, które właściwie nie znają swoich dzieci. Ludzkie dzieci rodzą się niedojrzałe, ich mózg nie jest jeszcze w pełni ukształtowany. Mózg, który jest organem najszybciej rozwijającym się w życiu płodowym, przez pierwszy rok życia niemowląt rośnie nadal z prędkością embrionalną. Dzieje się tak ze względu na wąską budowę kanału rodnego, powstałą w momencie przyjęcia przez naszych przodków postawy wyprostowanej. Tak więc już od kilku milionów lat kroczymy po ścieżkach ewolucji na dwóch nogach, jednak płacimy za to trudem, który musimy włożyć w opiekę nad dziećmi. Jednak niedojrzały mózg, z którym przychodzimy na świat, jest być może odpowiedzialny za nasz ewolucyjny sukces, u podstaw którego leżą nieprzeciętne umiejętności przystosowawcze. Pozaustrojowy rozwój ludzkiego mózgu, to pewien kompromis, który wymusza ewolucja. Warto i nam pamiętać o kompromisach, podejmując trud wychowania.

Herbert Renz-Polster, Zrozumieć dzieci. Jak kształtuje nasze dzieci ewolucja. Przeł. J. Kurkiewicz-Laskowska. Media Rodzina. Poznań 2012, ss.494 [1].