Starsza siostra Wenus

Written by Dr Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(0 votes)

Wenus nieodparcie kojarzy nam się z idealizującymi wizerunkami greckich i rzymskich bogiń, modelkami na płótnach renesansowych mistrzów czy twórczością XIX-wiecznych akademików. Mając przed oczami klasycznie doskonałą Wenus Knidyjską (ok. 350 lat p.n.e.), zapominamy o jej starszej siostrze: diametralnie innej, uosobiającą siłę biologiczną - muzę twórców paleolitu. Z pewnością najbardziej znany jej wizerunek to ten odnaleziony w Willendorfie, ale równie sławne pochodzą z Lespugue, Savignano, Gagarino, Kostienek czy Dolních Věstonic. Znanych jest obecnie kilkaset takich figurek rozsianych na obszarze sięgającego od północnej Europy do Afryki subsaharyjskiej i Dalekiego Wschodu.

 1 wenus z willendorfu

Wenus z Willendorfu (Niemcy).

Te zazwyczaj niewielkich rozmiarów rzeźby (Wenus z Willendorfu ma zaledwie 11 cm) wykonane zostały z różnych materiałów: ciosów i kości mamuta, wapienia, zielonego serpentynitu, krzemienia czy specjalnej masy składającej się z tłuczonych kości, gliny popiołu drzewnego. Należą one do rzadkich w paleolicie przedstawień antropomorficznych. W dodatku wśród zabytków figuralnych spotyka się właściwie wyłącznie kobiety. Zresztą prehistoryczny twórca o wiele chętniej malował także konie, żubry, koziorożce i renifery niż przedstawicieli własnego gatunku, choć w tym przypadku wizerunki mężczyzn pojawiają się nieznacznie częściej niż kobiet.

Twarz znaczy człowiek

Paleolityczne Wenus wyszły spod dłuta twórców, którzy mieli już doskonale opanowane tajniki przedstawiania ludzkiego ciała, jednak skupiali się oni przede wszystkim na zaakcentowaniu widocznych cech płciowych: obfitego biustu, szerokich bioder, wydatnego łona oraz pośladków. Z kolei twarze, ręce i nogi poniżej kolan pozostają jak gdyby niedopracowane.

Dziś szczególnie można by ubolewać nad brakiem zaznaczonych elementów części twarzy, co charakteryzuje typowe figurki Wenus z tego okresu. Oczy, nos, usta, uszy czy podbródek nie zostały w ogóle zaryzowane. A przecież przyzwyczailiśmy się do świadomości, że twarz jest tym, co człowiek ma najcenniejszego. To właśnie ona pozwala nam łatwo rozpoznać drugiego człowieka oraz jego intencje, zresztą zgodnie z zasadą – in facie legitur homo – z twarzy wyczytasz człowieka. Współczesne badania neurobiologiczne wykazały, że jesteśmy doskonale przygotowani do rozpoznawania i zapamiętywania twarzy, z czym dajemy sobie radę znacznie lepiej niż w przypadku figur, kształtów zoomorficznych czy roślin. Z pewnością umiejętność „czytania” twarzy była kluczowa dla naszych praprzodków, nieraz decydowała o możliwości przeżycia, a na pewno pomagała w życiu społecznym. Stąd z pewnością bierze się naturalne pragnienie, aby spojrzeć w twarz naszym pramatkom z epoki paleolitu. Dlaczego więc nie mają one twarzy? Szukając etnograficznych analogii, można zauważyć, że wśród ludów Syberii, jak: Jakuci, Ulcze czy Niwechowie ukazywanie rysów twarzy uchodziło za bluźnierstwo i grzech [1].

2 Brassempouy dameSzczęśliwie jednak naszą ciekawość możemy zaspokoić dzięki dwóm zabytkom wyrzeźbionym w mamuciej kości: kobiecej główce z Brassempouy (Francja; zdjęcie z lewej)  oraz głowie z Dolních Věstonic (Morawy; zdjęcie poniżej). Obydwie powstały pomiędzy 30-20 tys. lat temu i obie są niewielkie, odpowiednio ok. 3,5 cm oraz ok. 4,5 cm. Pierwsza z nich stanowi fragment z niezachowanej pozostałej części rzeźby i warto nadmienić, że została odkryta w 1894 roku jako jedna z pierwszych spośród wszystkich tego typu znanych nam dziś Wenus. Ma wyraźnie zaznaczony nos i brodę, zaś usta i oczy namalowane były najprawdopodobniej farbą. Naszą uwagę zwraca również ciekawa, dość długa fryzura z grzywką. Wenus z Brassempouy uchodzi za najwcześniejszą artystyczną ekspresję ludzkiej twarzy, w jej rysach niektórzy dopatrują się delikatnego, kobiecego uśmiechu [2]. 3 ftg palava vestonicka venuse vestonice denik-1024

Za wcześniejszy od francuskiej Wenus uchodzi portret kobiety odnaleziony na stanowisku  archeologicznym w Dolních Věstonicach. Być może jest to wizerunek konkretnej, około czterdziestoletniej kobiety, w nakryciu głowy rodzaju czepca, choć równie dobrze może to być po prostu sposób uczesania. W widocznej asymetrii ust uczeni dopatrują się porażenia nerwu twarzowego. W obydwóch przypadkach spogląda na nas twarz wyraźnie współczesna w formie, co z pewnością nie pozostawia patrzącego obojętnym.

Włosów niezwykła moc

Znacznie częściej niż rysy twarzy paleolitycznej Wenus oglądać możemy jej fryzurę. Piękność z Lespugue ma rozpuszczone włosy, swobodnie opadające na plecy. Odnaleźć też można wiele fryzur ułożonych w symetryczne wzory, jak u Wenus z Willendorfu. Niektórzy widzą tu charakterystyczną dla rasy czarnej fryzurę typu fil-fil, a więc włosy skręcone w drobne sprężynki. W wielu kulturach włosy symbolizowały siłę życiową człowieka, moc seksualną i płodność oraz pozycję społeczną. Stąd kobietom w kulturach patriarchalnych, szczególnie mężatkom czy kapłankom, często nakazywano zakrywać włosy, co obowiązuje jeszcze dziś choćby zakonnice, a także kobiety w krajach muzułmańskich. Po dziś dzień włosy też silniej są związane z tożsamością płciową kobiet niż mężczyzn, stąd ich utrata jest znacznie bardziej przeżywana przez płeć piękną. Można więc przypuszczać, że włosy paleolitycznych Wenus miały na celu podkreślenie ich statusu i siły. Jednym z pierwszych też utensyliów związanych z dbaniem o urodę jest doskonały w swej prostocie grzebień, którym posługiwały się już nasze pramatki.

4 Lespugue2

Wenus z Lespugue (Francja).

W przeciwieństwie do włosów na głowie paleolityczne figurki są ich zupełnie pozbawione w okolicy łona. Zbliża je to z pewnością do klasycznych helleńskich piękności, które odmiennie niż męskie posągi prezentowały nieowłosiony wzgórek Wenery. Czy może to sugerować, że w okresie paleolitu kobiety nie miały owłosienia łonowego? Z pewnością nie. Jednakże kwestie nagości i owłosienia naszych ciał są z punktu wiedzenia ewolucji o wiele bardziej zawikłane niż może się wydawać. Z pewnością początkowo jeszcze u hominidów właśnie okolica sromowo-pośladkowa przyciągała uwagę samców swoją nagością. Tak właśnie prezentuje się ta część ciała u naszych kuzynek – małp człekokształtnych sygnalizujących swoją gotowość seksualną obrzmieniem sromowym. Możemy więc domniemywać, że Ardi, czyli samica z gatunku Ardipithecus ramidus, najstarszy odkryty praczłowiek sprzed 4,4 mln, mając całe owłosione ciało, przyciągała uwagę samców bezwłosym łonem, ale już bez typowych obrzmień sygnalizujących gotowość seksualną [3]. Analogicznie stopniowo powiększająca się nagość całego ciała miałaby więc być ornamentem płciowym, którego rozwój zapoczątkowały właśnie nasze prapramatki. Z kolei owłosienie łonowe i pachowe pojawić się miało w późniejszym czasie i ma wtórny charakter, choć również seksualny. Z pewnością jego pojawienie się pomagało podtrzymać zanikające w gatunku Homo zdolności rozpoznawania wabiących zapachów seksualnych [4]. Dzisiaj, idąc za nakazem mody, wiele kobiet depiluje łona, choć z perspektywy ewolucji jest to trend zupełnie świeżej daty [5].

 

Ciało Wielkiej Matki

Niektóre z paleolitycznych figurek, jak te z Lespugue czy Savignano, charakteryzują się nadmiernym otłuszczeniem pośladków określanym przez część badaczy jako steatopygia. Te swoiście tłuste pośladki są cechą charakterystyczną Buszmenek i pojawiają się zaś jako oznaka dojrzałości płciowej. Nie możemy oczywiście wykluczyć, że tak wyglądały kobiety w paleolicie. Nie ma jednak zgody wśród badaczy, czy jest to element stylizacji figurek, czy też studium z natury wykonane przez prehistorycznego artystę. Desmond Morris, zwolennik steatopygii, uważa, że nawet wiktoriańska moda na turniury nadmiernie akcentujące pośladki, to wywołane z podświadomości wspomnienie paleolitycznego ideału piękna [6]. Wprawdzie wydatna pupa odróżniała nasze antenatki od ich zwierzęcych kuzynek zaopatrzonych przez naturę wyłącznie w kości i skórę. Nigdy jednak się nie dowiemy, jak dokładnie wyglądały pośladki naszych pramatek, zważywszy na to, że w znaleziskach archeologicznych tkanka miękka się nie zachowuje. Z pewnością jednak już od czasów starożytnych Wenus Kallipygos, a więc Wenus o pięknych pośladkach, była przedmiotem zasłużonej czci. A podex Wenus pędzla Diego Velásqueza czy Françoisa Boucherta niezmiennie wzbudza zachwyt.

Kolejną wyraźnie zaakcentowaną cechą paleolitycznych rzeźb są ich rozłożyste biodra i wydatne biusty. Wyeksponowany kobiecy biust, bez związku z okresem laktacji, to cecha typowa dla „drugiej płci”. Jakie są jednak pożytki z obfitego biustu? Naukowcy spierają się o to po dziś dzień. Istnieje na ten temat kilka hipotez. Niektórzy chcą widzieć w piersiach sygnalizację zdolności laktacyjnych bądź magazyn tłuszczowych zapasów energetycznych potrzebnych do wykarmienia dziecka w razie przedłużających się niedostatków pokarmowych. Są to jednak hipotezy mało przekonujące, bo wielkość piersi nie jest skorelowana z sukcesem laktacyjnym, a energia zgromadzona w tkance tuszowej tej części ciała jest niezwykle trudna do wykorzystania. Z pewnością największą popularność zdobyła hipoteza proponowana m.in. przez Desmonda Morrisa, który uważa biust za sygnał seksualny, swego rodzaju „imitację pośladków”. Ma on pobudzać mężczyzn w równym stopniu, co obrzmienia genitalne naszych zwierzęcych przodków [7]. Hipotezę tę jednak trudno uznać za słuszną, mając na uwadze kultury inne niż zachodnia, gdzie kobiety na co dzień nie zasłaniają piersi, co nie stanowi jednak bodźca erotycznego. Niektórzy uważają, że piersi miały podkreślać potencjał rozrodczy kobiety, być swoistą etykietą informująca ewentualnego partnera, że samica jest dobrze zaopatrzona w składniki odżywcze dla przyszłego potomstwa. Współczesne badania dotyczące postrzegania  atrakcyjności kobiet ze względu na wielkość piersi wykazują duże zróżnicowanie męskich gustów zależnie od epoki i kultury. Jednak za najatrakcyjniejsze uznawane są kobiety o piersiach co najmniej średniej wielkości [8]. I właśnie wielkość biustu jest według antropologa Franka Marlowe’a kluczowa dla zrozumienia fenomenu kobiecych piersi. 5 venusimpudique

Zauważył on, że narastająca z wiekiem obwisłość piersi jest bardziej   zaakcentowana u kobiet z dużym biustem niż z małym. Stąd selekcja w kierunku   dużych piersi miałaby pomagać mężczyznom odgadnąć wiek kobiety, a tym  samym   ocenić jej reprodukcyjną wartość [9]. Ciało mocno otłuszczone często dalekie jest   od klasycznego wzorca piękna. Czy tak jednak wyglądały kobiety w epoce paleolitu?  To mało prawdopodobne. Zresztą znajdują się również figurki mniej ociężałe, a   nawet szczupłe i zgrabne, jak Venus impudique z Laugerie Haute (zdjęcie po   prawej). Paleolit nie był to przecież czas nadmiaru pokarmu czy braku aktywności   fizycznej. Stąd niektórzy uważają, że korpulentne Wenus to piastunki ogniska,   które były utrzymywane przez wspólnotę i nie musiały pracować fizycznie. Być może  pełniły one w grupie również funkcje kapłanek czy szamanek. A ich obfite kształty   uwiecznione przez prehistorycznych artystów budziły zaciekawienie,  zdumienie i   fascynację [10].

Piękno w paleolice

Przekornie pisał o kobiecie Jan Sztaudynger: „Naga – to ona nie była wcale,// Miała pończochy i korale”. Wprawdzie pończoch paleolityczne Wenus jeszcze nie zakładały, ale również i one nie zawsze są nagie. Wenus z Lespugue ma widoczną z tyłu „spódniczkę”, a na wielu figurkach widać ozdoby na piersi przypominające przepaski, choć niektórzy interpretują je jako nacięcia. Być może figurki odnalezione na Syberii w miejscowościach Malta i Buriet otulone są w futrzane kombinezony, np. ze skóry lwa jaskiniowego. Odzież z pewnością musiała być skórzana, a z tego czasu pochodzą również licznie znajdowane kościane igły [11]. Szukając etnograficznych analogii, zwrócić się możemy w stronę Inuitów zamieszkujących daleką Północ. Lud ten jest przecież swoistym paleolitycznym skansenem. Tradycyjnie ubierają się oni wyłącznie w futra, a jako nici służą im wysuszone ścięgna karibu, foki, niedźwiedzia, narwala z mięśni grzbietów, a czasami włókna z przełyku mewy. Takie tradycyjne włókno zwierzęce pęcznieje pod wpływem wilgoci i staje się kleiste, co dodatkowo ma tę zaletę, że uszczelnia szwy [12].

Na zdecydowanie późniejszych, bo mezolitycznych malowidłach z Alpera czy Cogull w Hiszpanii zobaczyć możemy sceny z życia prehistorycznych myśliwych. Kobiety zazwyczaj, w przeciwieństwie do mężczyzn, są biernymi obserwatorkami sceny. Mają nagie torsy za to przystrojone są w kloszowe spódnice o zwisających końcach sięgające poniżej kolan. Zwracają uwagę również ich długie włosy. W porównaniu z sylwetkami mężczyzn postaci kobiet w malarstwie wschodnio-hiszpańskim przedstawiane są o wiele bardziej wyraziście.

6 639006361 84cd4dbdae

Malowidła naskalne z Cogull (Hiszpania).

Strój i ciało kobiet w paleolicie zdobiły naszyjniki, diademy, wisiory, bransolety, frędzle, muszle, zęby zwierzęce i błyszczące kamienie, z pewnością w tym celu używano również piór. Naszyjnik i zawieszki wykonywano także ze stylizowanych wyobrażeń kobiecych piersi. Poza tym ciało przyozdabiano tatuażami, nacięciami i rysunkami. Barwniki wkładano m.in. do grobu jako wyposażenie na podróż w zaświaty, co świadczy o dużym znaczeniu, jakie przywiązywano do czynności malowania ciała. Przypuszczalnie miało to znaczenie rytualne, było swoistym przebraniem, czyniło nierozpoznawalnym i chroniło przed złymi mocami. Paleta barw używana w paleolicie obejmowała limonit ochrowy w kolorze żółtobrunatnym, ochrę czerwoną, czyli odmianę hematytu, kredę oraz czarne farby pozyskiwane z rudy manganu, materiałów węglowych i sadzy. Pigmenty te łączono z tłuszczem zwierzęcym. Uważa się również, że mogły one stanowić swoistą ochronę przed palącym słońcem czy ostrym wiatrem [13]. Szczególną rolę w paleolicie odgrywała ochra w kolorze czerwonym, której wykopaliska dostarczają w wielkiej obfitości, tak iż staje się ona symbolem tego okresu [14]. Czerwień to kolor silnie związany z kobiecą symboliką. Stanowi substytut krwi – płynu życia, a ono dawane jest przez kobietę. Pozostałości czerwonej ochry odnajdujemy m.in. na słynnej figurce Wenus z Willendorfu, a także na wizerunku kobiety z rogiem ze słynnego reliefu z Laussel (Francja; zdjęcie poniżej).

7 venus-laussel-buste

 

Często również w jaskiniach obszary o owalnym kształcie, rozpadliny i zagłębienia malowano właśnie czerwoną ochrą, podkreślając w ten sposób kobiecą symbolikę jaskini [15].

Od pierwszych ociosanych otoczaków ponad milion lat temu do Wenus z Willendorfu minąć musiały całe epoki. To długa droga, którą człowiek musiał pokonać, by zostać artystą. Z pewnością jest dla nas wielką szkodą, że tematyka antropomorficzna stanowiła zaledwie margines zainteresowań paleolitycznych artystów. Zwierzęta tamtej epoki są dla nas bardziej uchwytne niż ci, którzy je przedstawiali. Niewiele możemy dowiedzieć się o naszych przodkach, o tym, jak żyli, w co naprawdę wierzyli, z wielkim trudem musimy przedzierać się przez tysiąclecia, aby ujrzeć twarz naszych pramatek. Czy te intrygujące figurki przedstawiają konkretne kobiety, kapłanki, wymarzony ideał piękna, a może ucieleśnienie bóstwa? Tego nie wiemy. Nie znamy naszych pramatek, choć z pewnością jesteśmy przybyszami z głębin ich ciał.

 

 

Piśmiennictwo i przypisy

[1] Por. Z. Krzak, Od matriarchatu do patriarchatu, Warszawa 2007, s. 44-45.

[2] Por. D. Wężowicz-Ziółkowska, W. Borkowski, O u-śmiechu biologicznie i memetycznie, „Anthropos?” 2009, nr 12-13; http://www.anthropos.us.edu.pl/anthropos7/texty/wezowicz.htm [dostęp z dnia 13.05.2013].

[3] Por. J.A. Kowalski, Homo eroticus, Opole 2011, s. 48-49.

[4] Por. ibidem, s. 67.

[5] Ciekawe materiał na temat znaczenia włosów w kulturze znaleźć możemy w artykule E. Głażewskiej, Owłosiony mężczyzna (?) i bezwłosa kobieta, czyli dokąd zmierzamy? Genderowe znaczenie włosów, w: Męskość jako kategoria kulturowa. Praktyki męskości, pod red. M. Dąbrowskiej, A. Radomskiego, Lublin 2010; ebook na stronie czasopisma „Kultura i Historia”.

[6] Por. D. Morris, Naga kobieta, przeł. P. Amsterdamski, Warszawa 2006, s. 225.

[7] Por. ibidem, s. 149-150.

[8] Por. M. Rozmus-Wrzesińska, B. Pawłowski, Atrakcyjność względnej masy i kształtu ciała, w: Biologia atrakcyjności człowieka, pod red. B. Pawłowskiego, Warszawa 2009, s. 152-153.

[9] Por. A.S. Miller, S. Kanazawa, Dlaczego piękni ludzie mają więcej córek?, przeł. E. Piotrowska, Warszawa 2010, s. 91.

[10] Por. J.A. Kowalski, op. cit., s. 114, 158.

[11] Por. R. Drössler, Wenus epoki lodowej, przeł. B. i T. Baranowscy, Warszawa 1983. s. 50.

[12] Por. M. Toussaint-Samat, Historia stroju, przeł. K. Szeżyńska-Maćkowiak, Warszawa 2001, s. 64.

[13] Por. G. Hernandez, Classic beauty. The history of makeup, s. 12.

[14] Por. J. Gąssowski, Prahistoria sztuki, Warszawa 2008, s. 104-105.

[15] Por. Z. Krzak, op. cit., s. 46-47.