O włosach myśli uczesane

Written by Dr Katarzyna Sokołowska
Rate this item
(16 votes)

Kobiety wiedzą to najlepiej. Można mieć doskonałą sylwetkę, ubrać się w odlotowe ciuchy, ale jeśli włosy są zaniedbane i w nieładzie, nadaremny cały trud strojenia. Długość włosów, ich faktura, połysk, kolor i zapach pobudzają zmysły, a układanie, zaplatanie, cięcie, tapirowanie czy zakrywanie włosów daje nieskończone możliwości wyrazu naszej osobowości lub nastroju bądź też wyboru identyfikacji kulturowej czy podkreślenia statusu społecznego. Według trafnego określenia Desmonda Morrisa, człowiek jest nagą małpą, jednak z wyjątkowo owłosioną skórą głowy [1]. Nie trudno też zauważyć, że nasz gatunek ma prawdziwą obsesję na punkcie tego właśnie fragmentu ciała.

Na przeciętnej głowie rośnie około 100 tysięcy włosów. Blondynki mają ich najwięcej, a obdarzone rudym kolorem czupryny – poniżej przeciętnej, choć o grubszej strukturze. Pierwotnym jednak kolorem owłosienia Homo sapiens był kolor czarny. Antropolodzy do dziś nie rozwikłali zagadki, którą nosimy na naszych głowach. Być może dla naszych przodków gęste włosy stanowiły ochronę przed tropikalnym żarem. Zaludniając jednak obszary o bardziej umiarkowanym klimacie, powinnyśmy byli po prostu wyłysieć. Z pewnością charakterystyczne owłosienie mogło stać się czynnikiem pozwalającym na szybką identyfikację osobników należących do tego samego gatunku. Z kolei z mniejszej odległości wyraźnie można było rozróżnić płeć. Twarze mężczyzn z charakterystycznym zarostem kontrastują z bezwłosymi twarzami kobiet. Włosy na głowie są dla naszego organizmu dość kosztowną inwestycją, chociaż nasze przeżycie od nich nie zależy. Stąd w przypadku choroby „reglamentację” składników odżywczych organizm zaczyna właśnie od włosów. Badania naukowe potwierdziły, iż długie i zdrowe włosy są wymowną oznaką jakości biologicznej organizmu [2]. A ich naturalny kolor zdradza także wiek, co kobietom szczególnie bywa nie na rękę.

Włosów uwodzicielska moc

Przypuszczalnie długie włosy zapewniają większą powierzchnię dla dystrybucji feromonów, co nie jest bez znaczenia dla sukcesu reprodukcyjnego, a więc przekazania swoich genów następnym pokoleniom. Kobiety o długich włosach są postrzegane jako bardziej dostępne seksualnie. Bez względu jednak na długość w wielu kulturach kobiece włosy utożsamiane są z seksualnym wabikiem. Barokowy poeta, Jan Andrzej Morsztyn, w wierszu Do Jagnieszki zauważa: Włosy nad złoto są sidła zdradliwe, w które ty, panno, łowisz serca chciwe. Dlatego też częstokroć według lokalnych zwyczajów bądź nakazów religijnych kobiety miały zakrywać włosy. Do dzisiaj w wielu krajach muzułmańskich kobiety zakładają na głowy hidżaby, zaś welony i kornety to w kulturze Zachodu tradycyjne atrybuty stroju zakonnic. Kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, bywa że przykrywają również głowy w kościele, co jest echem biblijnego nakazu sformułowanego przez św. Pawła: Każdy mężczyzna, modląc się lub prorokując z nakrytą głową, hańbi swoją głowę. Każda zaś kobieta, modląc się lub prorokując z odkrytą głową, hańbi swoją głowę; wygląda bowiem tak, jakby była ogolona. Jeżeli więc jakaś kobieta nie nakrywa głowy, niechże ostrzyże swe włosy! Jeśli natomiast hańbi kobietę to, że jest ostrzyżona lub ogolona, niechże nakrywa głowę! (1 Kor 11, 3n). W wielu krajach zwyczaj ten nadal funkcjonuje i kobiety noszą w kościołach mantylki, czyli koronkowe chusty. Bez nakrycia głowy nie wypada im również pojawić się na audiencji z papieżem – głową Kościoła. Śledząc jednak historię kultury, okazuje się, że pannom wprawdzie częściej niż mężatkom uchodziło odsłanianie włosów, ale podczas ceremonii ślubnej wymagano już od nich, by zakryły głowę welonem. Sama chusta stanowiła bowiem figurę błony dziewiczej, z kolei welon symbolicznie z panny młodej zdejmował oblubieniec, podobnie jak rozrywał hymen oblubienicy [3]. W dawnej Polsce kobiety zamężne nosiły czepce, a głowy spowijały dodatkowo w białe, długie chusty, zwane podwikami, zakrywające szyję i podbródek, swobodnie opadające na ramiona. Stąd też „podwika” właśnie bądź „białogłowa” to w staropolszczyźnie neutralne określenie niewiasty, gdyż warto wiedzieć, że rzeczownik kobieta do XIX wieku funkcjonował jako wyraz obelżywy. Kościół popierał zakrywanie włosów wszelkiego rodzaju chustami, czepcami czy kornetami, jednak oburzenie kaznodziejów wywoływały szczególnie modne w okresie późnego średniowiecza wysokie czepce siodłowe oraz spiczaste czepce stożkowe, które miały przywoływać w bogatej wyobraźni moralistów rogi diabła. Kaznodzieje ostrzegali także przed fryzurami uzupełnianymi treskami pochodzącymi z włosów zmarłych niewiast, które być może smażą się w piekle... [4].

250px-Petrus Christus średni

Ryc. 1. Na obrazie Petera Christusa Św. Eligiusz w warsztacie (1449) kobieta w czepcu siodłowym.

Wraz z końcem średniowiecza kobiety coraz częściej pokazywały się z odsłoniętymi włosami, choć wymóg noszenia kapelusza w sytuacjach pozadomowych obowiązywał przez kolejne stulecia.

Fryzjerstwo – najstarszy zawód świata?

Oglądając paleolityczną Wenus z Willendorfu, widzimy, że figurka pozbawiona jest twarzy, za to jej włosy są kunsztownie ułożone. Właśnie z tego okresu pochodzi grzebień – najstarszy przyrząd kosmetyczny świata. Idealny w swej prostocie, od zamierzchłych czasów jego forma pozostaje niezmienna. „Czesząc się więc – zauważa archeolog Zdzisław Skrok – odnawiamy niejako genetyczny związek z najdawniejszymi pokoleniami naszych przodków” [5]. Czymże jednak byłoby układanie włosów bez możliwości podziwiania efektu końcowego? Na egipskim reliefie sprzed czterech tysięcy lat przedstawiającym poranną toaletę królowej Kawit obserwować możemy pracę fryzjera, ale dostrzegamy również lustro trzymane przez władczynię. To właśnie starożytny Egipt był kolebką luster. Pierwsze wykonywano z polerowanego selenitu, a także metali szlachetnych, jednak odbicie w nich było o wiele mniej wyraźne od tego, do którego przywykliśmy przy porannej toalecie.

28 resize Kawit

Ryc. 2. Toaleta królowej Kawit. Relief z sarkofagu znajdującego się w Deir el-Bahir, ok. 2061-2010 p.n.e.

W miejscach publicznych kobiety rzadko nosiły włosy rozpuszczone. Układanie ich w misterne fryzury, jak czyniły to choćby modne damy w starożytnej Grecji, wymagało pomocy wyspecjalizowanych służących, zwanych kalamistrami. Kalamis był to bowiem metalowy przyrząd w kształcie pałeczki zakończonej gałką, którym po rozgrzaniu w ogniu układano włosy [6]. Z kolei rzymskie patrycjuszki czesała służąca zwana ornatrix. Miała ona zresztą za zadanie również depilować oraz malować swoją panią. Owidiusz w Sztuce kochania zwraca się do kobiet: [...] bądź więc uczesana// dłoń fryzjerki ci doda albo ujmie wdzięku. [...] lecz podczas tej czynności nie trać panowania// i nie targaj fryzury. Gdy się wymknie loczek// niech służce nic nie grozi. Wstyd, gdy dama rani// twarz fryzjerki paznokciem, szpilką – jej ramiona.// Ta czesze i przeklina głowę swojej pani,// i nad włosami szlocha cała zakrwawiona [7]. Epigramaty i satyry pełne są krzyków rozgniewanych matron i jęków ich służących. Starożytny satyryk, Marcjalis, pisze: Jeden jedyny pukiel wypadł źle. Szpilka źle wpięta nie trzyma się. Przestępstwo to ukarała Lalage dzięki zwierciadłu, które je wykryło; Plecusa (fryzjerka) pada więc pod ciosem, zadanym z powodu tych okropnych włosów [8]. Modne fryzury w czasach Cesarstwa Rzymskiego zmieniały się jak w kalejdoskopie, dlatego też bogate damy kazały się uwieczniać rzeźbiarzom na popiersiach z łysą głową, aby nakładać na nie modne marmurowe fryzury. Rzymianki chętnie farbowały włosy i układały je w pukle za pomocą gorącego żelazka. Jednak jak bardzo były to niebezpieczne praktyki upiększania przekonała się opisana przez Owidiusza kochanka płaczącą nad stratą włosów. Własne twej ręki dzieło – pisze poeta – musisz to dziś przyznać,// i sama głowę swoją polałaś trucizną.// Włosy ci z głów niewolnic przyślą Germanowie:// podbity lud swym darem twą piękność odnowi.// Ktoś powie: «Piękne włosy!» – spłoniesz wstydu falą// i pomyślisz: «Kupioną piękność u mnie chwalą...// a dawniej sama prawo do tej sławy miałam!» [9].

Jednak w żadnej innej epoce fryzjerzy nie mogli wykazać się taką wyobraźnią jak w czasach Marii Antoniny. W lata 70. XVIII w. uczesanie stało się najważniejszym elementem damskiego wyglądu. Włosy układano na wysokich stelażach, przyozdabiano klejnotami, piórami i żywymi kwiatami, wpinając często okolicznościowe figurki czy przedmioty. Mogła to być tak zwana fryzura sentymentalna gromadząca na głowie przedmioty drogie noszącej go damie czy specjalna fryzura zaopatrzona w sprężynkę pozwalającą obniżyć ją przy wsiadaniu na do karety. Te fantastyczne kreacje przygotowywała Rose Bertin, modniarka Marii Antoniny. Wysoka, ekstrawagancka fryzura stanowiła doskonałą przeciwwagę dla szerokiej, rozpiętej na rogówkach sukni. Brak jednak dostatecznej higieny powodował, że włosy stawały się siedliskiem insektów, dlatego też w bujnej fryzurze ukrywano specjalne pułapki mające przyciągać pasożyty.

Marie Antoinette lebrun duzy

Ryc. 3. Fragment portretu Marii Antoniny pędzla Élisabeth Vigée Lebrun, 1778.

Prawdziwej rewolucji na kobiecych głowach dokonał na początku XX w. Polak z Sieradza, Antoni Cierplikowski [10]. Ten niesłusznie u nas zapomniany fryzjer i stylista nazywany jest na Zachodzie „królem fryzjerów i fryzjerem królów”. To właśnie on wylansował słynną fryzurę na chłopczycę (à la garçonne). Ścinając włosy aktorki Evy Lavalliere, Cierplikowski odmłodził jej wizerunek tak, by mogła zagrać rolę młodej dziewczyny. Czesał on zresztą takie gwiazdy, jak: Mata Hari, Pola Negri, Edith Piaf, Greta Garbo, Marlena Dietrich czy Brigitte Bardot. Widać zresztą, jak szalone lata dwudzieste wyzwoliły kobiety nie tylko z powłóczystych sukien, ale przyzwoliły również na to, by ostrzyc długie włosy – symbol „prawdziwej” kobiecości. W odpowiedzi na tę modę w konserwatywnym Wiedniu odbył się w 1929 roku Międzynarodowy Zjazd Fryzjerów Damskich, którego celem było przeciwstawienie się nowym trendom, postrzeganym jako zagrożenie dla ich profesji. Trudno jednak powstrzymać ducha dziejów. Nieraz mogliśmy obserwować, że fryzura przemienia włosy w strój czy wręcz w dzieło sztuki i mody. A fryzjer, to ktoś więcej niż rzemieślnik… to mistrz, a czasem nawet powiernik kobiety.

Czy mężczyźni wolą blondynki?

Perfekcyjna fryzura to w dużej mierze zasługa koloru włosów dobranego do karnacji skóry. Dla młodego wyglądu bezwzględnym wymogiem jest maskowanie siwizny. Dopiero jednak od niedawna z taką łatwością i bez obawy uszczerbku na urodzie można sięgnąć po farbę. Nie oznacza to jednak, że i wcześniej sobie nie radzono. Przywoływany już Owidiusz stwierdza: Kobieta ziół z Germanii użyje, gdy siwa,//a sztuczna barwa lepsza niźli ta prawdziwa [11]. Poeta ma na myśli miksturę z koziego tłuszczu i popiołu z buka, którą Rzymianki barwiły sobie włosy na rdzawy kolor, a w przypadku siwizny na blond. Innym powszechnie praktykowanym przez rzymskie patrycjuszki sposobem na uzyskanie pożądanego koloru włosów było noszenie peruki. Kobieta, choć w peruce – pisze Owidiusz – pyszni się włosami;// zamiast swoich ma cudze, lecz są jej – kupiła!// Nie wstydzi się nabytku. Widzieliśmy sami:// publicznie przed świątynią Muz za nie płaciła[1][12]. W czasach Owidiusza modne były peruki robione z jasnych włosów niewolnic z Germanii, choć popularne były także hebanowo czarne włosy importowane z Indii, zresztą w tak wielkiej ilości, że wprowadzono na nie podatek [13].

Już od najdawniejszych czasów kolor włosów wiązał się ze stereotypizacją. Nigdy więc szczególnie dobrze nie powodziło się rudzielcom. Kolor ten łączono z grzechem, śmiercią i światem podziemnym. W ikonografii średniowiecznej rude włosy miał często Judasz – zdrajca. Nie należy jednak zapominać o pozytywnych i sympatycznych rudzielcach, do których z pewnością zalicza się Ania – bohaterka poczytnej powieści L.M. Montgomery – oraz przepiękne i uwodzicielskie rudowłose modelki malarzy z Bractwa Prerafaelitów.

Z pewnością prawdziwie hollywoodzką karierę zrobiły włosy koloru blond. W naturze kolor ten występuje niezwykle rzadko Nie licząc oczywiście krajów skandynawskich, może nim pochwalić się zaledwie 2 procent światowej populacji. Jednak przeprowadzając próbę losową kobiet rasy białej, okazuje się, że 27 procent to blondynki naturalne i farbowane. Niektórzy biolodzy ewolucyjni uważają, że w zimniejszych sferach klimatycznych blond włosy wyewoluowały jako wyraźny sposób (ze względu na szczelne zakrycie reszty ciała) reklamowania przez kobiety swojej młodości. Jasne włosy kojarzą się bowiem z młodością, a co za tym idzie także płodnością i niewinnością. Trzeba wiedzieć, że po dwudziestce włosy często zaczynają po prostu ciemnieć. Naukowcy badający fenomen atrakcyjności blondynek nie wykazali jednak różnic między blondynkami a brunetkami. Nie ma więc dowodów, które potwierdzałyby związek jasnych włosów z ilością estrogenu, zdrowiem czy płodnością kobiety [14]. Skąd więc upodobanie do tego właśnie koloru? Być może jasny kolor włosów na zasadzie dobra rzadkiego bardziej przyciągał wzrok naszych przodków.

Do kariery, jakie zrobiły włosy blond, przyczyniło się z pewnością nie tylko odkrycie w 1818 roku perhydrolu, ale w XX wieku również kino. W hollywoodzkich produkcjach złotowłose bohaterki – na zasadzie przeciwieństwa – są często anielsko słodkie i dobre, z kolei czarne charaktery mają ciemne włosy. Modę na platynowe blondynki datuje się od czasów kina niemego. Zapoczątkowała ją Jean Harlow, a kontynuowała – do dziś obowiązująca – blond ikona Marilyn Monroe. To ona właśnie zagrała w filmie Mężczyźni wolą blondynki nakręconym na podstawie bestsellerowej książki Anity Loos. Skądinąd sama autorka dopowiada, że ci sami mężczyźni „żenią się jednak z brunetkami”.

KS 4

Ryc. 4. Jean Harlow - symbol seksapilu lat 30. XX wieku.

Niestety, blondynki padają także ofiarą niewybrednych żartów, a inteligencja to cecha, której są jakoby pozbawione. Psychologia ewolucyjna pokazuje przyczyny leżące u podstaw tego krzywdzącego stereotypu. Jeśli włosy blond oznaczały dla naszych przodków młodość, to wiąże się ona przecież z brakiem doświadczenia i wiedzy. Tym samym głupsza oznaczała po prostu młodszą i bardziej naiwną od starszej brunetki ze zgromadzonym już życiowym kapitałem doświadczeń [15].

Włosów magiczna moc

Bez względu na kolor czy długość włosy zostały wplecione w liczne mity, legendy i folklor wielu ludów. Posiadają one, z punktu widzenia organizmu ludzkiego, wyjątkową zdolność – po obcięciu bowiem odrastają. Stąd przypisuje się im symbolikę związaną z życiem i mocą. Zresztą moc, którą ucieleśniają, ma charakter zarówno twórczy, pozytywny, jak i niszczycielki, demoniczny. Nie inaczej niż z długimi włosami wyobrażamy sobie starożytnych bogów i oczywiście ich boskie małżonki. Rozwichrzone włosy to w powszechnej wyobraźni atrybut czarownic i magów. Z kolei długie włosy królów z dynastii Merowingów były oznaką ich władzy królewskiej, a biblijny Samson w sposób dosłowny swą siłę koncentrował we włosach.

Włosy są symbolem bliskości kochanej osoby. Pierwszy obcięty pukiel włosów dziecka czy kosmyk włosów ukochanej osoby bywają często cennymi sentymentalnymi pamiątkami. W minionych wiekach włosy stanowiły też surowiec, z którego wykonywano biżuterię, szczególnie cenioną w epoce wiktoriańskiej. A bywało, że obcięcie i sprzedanie warkocza, w trudnej sytuacji życiowej stawało się dla dziewczyny jedynym godziwym sposobem na zdobycie pieniędzy.

Włosy niczym kunsztowna rama okalają twarz. A przecież dobrze dobrana rama potrafi wydobyć walory obrazu. Dlatego ze szczególną troską powinnyśmy przyłożyć się do pielęgnacji własnej koafiury.

Piśmiennictwo

[1] Por. D. Morris, Naga kobieta, przeł. P. Amsterdamski, Warszawa 2006, s. 19-20.

[2] Por. P. Sorokowski, Pigmentacja ciała i owłosienie a atrakcyjność fizyczna, w: Biologia atrakcyjności człowieka, pod red. B. Pawłowskiego, Warszawa 2009, s. 220.

[3] M. Perrot, Moja historia kobiet, przeł. M. Szafrańska-Brandt, Warszawa 2009, s. 64.

[4] F. Boucher, Historia mody. Dzieje ubiorów od czasów prehistorycznych do końca XX w., przeł. P. Wrzosek, Warszawa 2009.

[5] Z. Skrok, Wymowność rzeczy, Warszawa 2012, s. 69.

[6] D. Król, Historia fryzur z zarysem historii ubioru europejskiego, Warszawa [2005], s. 21.

[7] Owidiusz, Sztuka kochania, przeł. E. Skwara, Warszawa 2008, s. 170; 178.

[8] J. Carcopino, Życie codzienne w Rzymie w okresie rozkwitu cesarstwa, przeł. M. Pąkcińska, Warszawa 1960, s. 196.

[9] Owidiusz, Pieśni miłosne I, 14, w: L. Winniczuk, Kobiety świata antycznego, Warszawa 1973, s. 296.

[10] Por. W.J. Baranowski, Historia fryzjerstwa. Wielcy fryzjerzy – Antoni Cierplikowski, w: „Polish Journal of Cosmetology” 12(2), s. 117-122.

[11] Owidiusz, Sztuka kochania…, s. 172.

[12] Ibidem, s. 172.

[13] J. Carcopino, Życie codzienne w Rzymie…, s. 196.

[14] Por. P. Sorokowski, Pigmentacja ciała i owłosienie…, s. 217.

[15] Por. A.S. Miller, S. Kanazawa, Dlaczego piękni ludzie mają więcej córek?, przeł. E. Piotrowska, Warszawa 2010, s. 94-95.